Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Szwecja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Szwecja. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 30 maja 2017

Sprostowanie

Prawie cztery miesiące temu napisałem tutaj ostatniego posta. Podałem tam informację, że w Szwecji nie można trzymać, w trakcie wyjazdu, psów w przyczepie, co zmusiło mnie do opuszczenia tego kraju i przerwania działalności tam.
Pisałem to mając słowną interpretację prawa usłyszaną od szwedzkich urzędników oraz ich pisemną decyzję wydaną w języku szwedzkim, zakazującą mi używania przyczepy w celach mieszkalnych dla psów.
W lutym, już po napisaniu tamtego tekstu, otrzymałem wreszcie decyzję w zrozumiałym dla mnie języku. Prawo, na które powołali się urzędnicy pozwalało mi używać przyczepy w taki sposób w jaki to czyniłem.
Zatem zakazanie mi działania w Szwecji było bezprawne.
Złożyłem odwołanie do szwedzkiego sądu administracyjnego i tam ta sprawa leży od lutego. Dzisiaj dostałem kolejną odpowiedź z tegoż sądu : I am sorry but I can´t get you a date for a decision. You still have to wait. 
Czekam tak już cztery miesiące, nazywany oszustem, kłamcą, wyłudzaczem itd. Ile poczekam jeszcze? Tyle ile będzie trzeba. Miałem prawo tam działać. Miałem prawo robić to w taki sposób w jaki robiłem. Moje psy miały prawo do bycia psami, a ja człowiekiem. Szwedzcy urzędnicy złamali moje prawa człowieka. Wpędzili mnie w niesamowite problemy. Miałem realizować marzenia a mam długi i niepewną przyszłość. Ja, moja rodzina i wszystkie nasze zwierzęta. Tylko dlatego, że urzędnik działał w zmowie z lokalnym biznesem. Gdybym był Szwedem nikt by mnie nie tknął, być może. Jednak Polaka trzeba było usadzić i pokazać mu jego miejsce. Tak to odbieram.
Powtórzę jeszcze raz, złamano moje prawa człowieka. Nie odpuszczę tej sprawy. To jest walka o moja godność i prawo do działania. Szwecja nie może zrujnować wielu lat naszej ciężkiej pracy.  

niedziela, 25 grudnia 2016

Świąteczny prezent


Jak zwykle około osiemnastej wyszedłem karmić psy. Wypuściłem całą ekipę z przyczepy, przygotowałem stół, na którym napełniam miski, dolałem oleju i cieplej zupy. Za moimi plecami cały czas świeciła na niebie zorza. Niemal każdego dnia ją obserwuję, jednak ze względu na latarnie uliczne i światła domów sąsiadów nie dawało jej się dotąd sfotografować, Zbyt słabo była widoczna.

Dzisiaj jednak stało się inaczej. Zorza rozbłysła dużo mocniej niż dotąd, na dodatek ożyła. Przestała być statyczna i zaczęła falować. Ten jej ruch jest niesamowity, magiczny, nieprawdopodobny.
Tym razem udało mi się zarejestrować co nieco aparatem, ale to co było dzisiaj najciekawsze okazało się dla obiektywu zbyt dynamiczne. Nie zarejestrował niczego. Dlatego moje to co widziałem własnym okiem.

To najlepszy prezent świąteczny jaki moglem dostać tutaj.

piątek, 23 grudnia 2016

Beaskades 300



Za dwa tygodnie stanę z moim psim zespołem na starcie pierwszego w tym sezonie długodystansowego wyścigu psich zaprzęgów Beaskades 300. Wyścigu najważniejszego dla mnie w tym sezonie. On jest bowiem kwalifikacją do dwóch kolejnych.
Specjalnie po to, aby mieć szansę na pozytywne zakończenie zmagań z jego trasą, wybrałem się na trening do szwedzkiej Laponii. To przez ten wyścig spędzę święta z dala od mojej rodziny. Po raz pierwszy nie będziemy w święta razem. Nie jest to dla nas proste. Tym bardziej więc zależy mi na powodzeniu w tych zawodach. Skoro płacimy za to tak wysoką psychicznie cenę, to niech będzie sukces.

Oczywiście zaklinanie rzeczywistości nic tutaj nie da. Realia są twarde. Albo dam radę przygotować mój zespół, albo nie. Taryfy ulgowej nie będzie, tak jak i zresztą nie było jej nigdy.
Rzeczywistość nas nie rozpieszczała. W Polsce warunki treningowe zawsze były trudne, stąd decyzja o przygotowaniach w Szwecji. Tutaj jednak też nie jest różowo. Na początku było nieźle, ale dwudniowa odwilż z opadami deszczu wszystko zamieniła w lodowisko. Na dzisiejszym treningu doszło do bardzo groźnej sytuacji. Na szczęście doświadczenie i rozsądek wzięły górę i uchroniły mnie przed poważnym wypadkiem. Kolejna lekcja maszerskiej pokory. Na co dzień nie zdaję sobie sprawy z zagrożeń, owszem sport ekstremalny, ale zazwyczaj mam nad wszystkim kontrolę, aż nagle zdarza się dzień jak dzisiaj i wszystko biorą diabli. Tylko wielkie doświadczenie ratuje sytuację. Dzisiaj mogło skończyć się bardzo źle dla mnie. Na szczęście mam tylko podrapany trochę nos.

Na Beaskades 300 zgłosiło się ponad 60 zaprzęgów. Na moim dystansie z 8 psów jest ich 34. W tym jeden Polak oprócz mnie, Marcin Harna, pracujący i trenujący na co dzień w norweskim Tromso.
Dwóch Polaków, trzech Finów i jedna Szwedka, cała reszta to Norwegowie. Tak jest zazwyczaj na wszystkich wyścigach długodystansowych. Norwegowie są w przytłaczającej większości.

Dwa tygodnie treningów, szlifowania formy, a potem zobaczymy jak będzie. Oby tylko warunki na trasach się poprawiły, bo obecne lodowisko i tu w Szwecji i tam w Norwegii nie napawa optymizmem. Jestem jednak dobrej myśli. Pogoda musi się poprawić.

Poniżej pełna lista zawodników startujących z ósemką psów na 220 kilometrowej trasie:

Sølvi Monsen, Alta, Beskades husky, Alta THK
Herlof Hammari, Alta, Lamas kennel, Alta THK
Runar Terje Foslund, Alta, Vidar Uglebakken, Alta THK
Marion Jarry, Varangerbotn, Vesterelva & Viddas
Maja Sellevoll, Storslett, Røyelskampen kennel, Nordreisa THK
Emma Cowell, Langfjordbotn, Azgard N70, Alta THK
Christian Kunz, Kvaløya, Tromsø Villmarksenter
Raine Niemi, Finland, Team Maglelin, Pohjos-Lapin V.
Karolliina Ruippo, Finland, Team Magelin, Pohjos-Lapin V.
Sanja Heikkila, Storslett
Heidi Walseth, Alta, Haldde husky, Alta THK
Vidar Myklevoll, Alta, Northern Lights husky, Alta THK
Tommy Theodorsen, Straumsbukta, Kvaløya husky, Troms THK
Geir-Ivar Vikholt, Borkenes, Suna-Sanik kennel
Silje Holmen Larsen, Storslett. Nirva Huskies
Mailin Jerijervi, Svanvik. Tripp Trapp husky, Varanger THK
Kenneth Nilsen, Alta, Tverrelvdalen husky, Alta THK
Dre Langefeld, Langfjordbotn. Vidda Runners Huskies
Hans Petter Harangen, Lakselv. Vestavinden husky. Alta THK
Silje Maret Somby, Karasjok, Alta THK
Anna Dorothea Yri, Alta, Yri kennel. Alta THK
Åse Østvold, Alta, Bechs racing kennel. Alta THK
Marcin Harna, Kvaløysletta, Tromsø Villmarkssenter
Rune Røksland, Lakselv, Vov Vov Husky, Alta THK
Krzysztof Nowakoski, Polen. Syberiada Adventure
Ebbe W. Pedersen, Alta, Northern Lights huskies. Alta THK
Elaine Brown, Alta, Northern Lighs huskies
Ingvill Aasheim, Langfjordbotn, Parken gård husky
Matti Salmi, Finland, Nellim husky
Kristoffer Bjørkhaug, Alta, North Cape huskies
Raghnild Larshus, Alta North Cape huskies
Mads Larsen, Alta, Northern lights husky
Maria Sparboe, Alta, Team Horisont, Alta THK
Anette Jonsson, Sverige, Team Saari Sleddogs

czwartek, 22 grudnia 2016

Polarna codzienność


Pierwszy wyścig tego sezonu zbliża się wielkimi krokami. To już 6 stycznia w norweskiej Gargii. Trzeba przygotować solidnie zespół.
Dlatego codziennie robimy to samo. Pobudka około 7. Śniadanie, przegląd prasy internetowej, wyjście do psów. Muszę przygotować im śniadanie. Wypuścić z przyczepy, każdego przejrzeć, popatrzeć czy wszystko w porządku.
Kiedy psy zjedzą zabieram się za przygotowanie sprzętu do treningu. Robię psom przekąski na trasę, zakładam im szelki i buty.
Możemy ruszać.

Kiedy mam gości to pomagają mi w tym wszystkim, kiedy ich nie ma robię wszystko sam. Każdego dnia. Od czasu do czasu nadchodzi dzień odpoczynkowy. Dla psów i dla mnie. Jak już nadejdzie, to nie wiadomo co z nim robić. Trudno jest wyskoczyć na chwilę z kołowrotu.

Miałem taki dzień w ostatni poniedziałek. Odespałem trochę sennych zaległości jeszcze z Polski i solidnie poczytałem książkę Jacka Hugo-Badera pt. "Skucha". Czyta się to bardzo szybko, uwielbiam styl Badera, a i tematy w jego książkach raczej z tych mnie wciągających. Lecą więc strony szybko. Jak skończę to biorę się za najnowszą o Jurku Kukuczce.

Dzisiaj spróbujemy pojechać w stronę Harads. Znalazłem kilka dni temu drogowskaz, to dzisiaj tam spróbujemy. Wczoraj szlak do Kabdalis okazał się nieistniejący. Po czterech kilometrach trafiliśmy na coś w rodzaju pętli tramwajowej. Ktoś zatoczył koło skuterem i wrócił. Z sześdziesięciokilomertowej trasy istnieją na razie tylko cztery. To kiepska wiadomość. W tamtym rejonie pozostaje nam włóczenie się po szosie. Tylko, że pierwsze jej cztery kilometry przy ostatnim opadzie deszczu posypano piaskiem. Wczoraj zamordowałem tam do końca ślizgi w treningowych saniach. Trudno inaczej kiedy osiem w sumie kilometrów robi się po żwirze.

Jeśli szlak do Harads okażę się tak samo niedrożny to zostaje nam tylko zapora, a ta napawa mnie niepokojem. Jej ogrom źle działa na moją psychę. Chociaż może raczej chodzi o zalodzony, stromy zjazd do niej? No cóż, trzeba będzie ją oswoić. Mushing to sport ekstremalny, więc nie ma co liczyć, że zawsze będzie przyjemnie. Strach, lęk, obawa, to stały towarzysz maszera. Nie da się tego uniknąć. Trzeba to oswoić.

środa, 21 grudnia 2016

Zmiana pogody

W niedzielę popołudniu zrobiło się nagle dużo cieplej. Z -10 temperatura podniosła się do -5, ale tylko pozornie wciąż był mróz. Wieczorem zaczął padać deszcz. Widocznie wyżej była dodatnia temperatura, a mróz pokazywany przez termometry to efekt zimna bijącego od śniegu i lodu.
Po deszczu wszystko pokryło się lodową glazurą. Jest bardzo niebezpiecznie chodzić, a co dopiero jechać zaprzęgiem. Na razie wygląda to kiepsko. Zobaczymy co nas dzisiaj czeka. Czy bieg w teren, czy dzień relaksu, drugi już z rzędu, bo wczorajszy był wcześniej zaplanowany.

Niedzielę wykorzystałem na wycieczkę do Jokkmokk. Bardzo ładne miasteczko, w ten dzień emanujące spokojem. Wszystko pozamykane włącznie z samskim muzeum, które jest tam dużą atrakcją. Szwedzi nie pracują jednak w niedzielę, nie licząc pracowników marketów, które są otwarte na okrągło od 8 do 22.

Nie omieszkałem więc wejść do jednego z nich. Od razu zauważyłem na półce tutejszy smakołyk. Blodpuding, czyli puding(?) galaretka(?) z krwi. Je się to z konfiturą na przykład.
Krwawy puding to jednak nic przy innym szwedzkim specjale. Kiszonych śledziach. To ni mniej ni więcej, jak zgniłe śledzie zamknięte w puszce. Wyjątkowa ohyda.
Te puszki są tak nagazowane, że potrafią wybuchać, dlatego nie ma mowy aby wpuszczono kogoś z tym specjałem do samolotu. Szwedzi podobno otwierają taką puszkę w ogródku, w wykopanym wcześniej dołku. Po przebiciu puszki tryska z niej wyjątkowo cuchnąca ciecz, którą należy odcedzić. Jeśli zrobimy to w domu, to smród pozostanie w nim na lata. Ponoć wielu Szwedów ma w trakcie otwierania tych puszek odruch wymiotny. Mimo to uwielbiają zgniłe śledzie i zajadają je z chrupkim pieczywem.

Przysmak ten wymyślono, kiedy dawno temu sprzedawano Finom solone śledzie. Szwecja była w tamtych czasach ubogim krajem, więc ktoś postanowił zaoszczędzić na drogiej soli i wysłać Finom trochę mniej solone śledzie niż zazwyczaj. Te, jak się okazało, nie przetrwały transportu i zgniły. Beczki wróciły do Szwecji. Tam natomiast nie chcąc zmarnować takiej ilości towaru zjedzono go w takim stanie w jakim był. W ten oto sposób powstał narodowy przysmak. Smacznego.

sobota, 17 grudnia 2016

Vuollerim - 17 grudnia 2016


Zorza się nie pokazała. Usłyszałem, że jest za ciepło. A jest -15. Może coś w tym jest, a może to wina księżyca, który świeci jak opętany ostatnio. W każdym razie czekam dalej cierpliwie.

Wieczorem dotarło nareszcie mięso dla psów. 525 kilogramów mieszanki łososia z kurczakiem i wołowiną. Psy szczęśliwe, ja również. Nic tak nie poprawia morale zespołu jak pełne brzuchy.

Wciąż nie mam internetu. Te posty zamieszczam dzięki uprzejmości dobrych ludzi. Pojawiła się jednak pewna szansa, że jednak podłączę się do sieci. Najwcześniej jednak dopiero na koniec przyszłego tygodnia.

Jest tutaj ze mną od dwóch dni pierwsza uczestniczka Husky Safari. To Erene z Wielkiej Brytanii. Jak zwykle mam spore kłopoty ze zrozumieniem angielskiego u Anglika. Rozumiem co po angielsku mówią Niemcy, Szwedzi, Finowie i inni, natomiast nie rozumiem Anglików. Masakra. Jakoś sobie jednak radzimy. Wczoraj Erene była pierwszy raz zaprzęgiem w terenie. Dzisiaj drugi raz. Zobaczymy jak poradzi sobie z psami i trudnościami trasy, choć dzisiaj spróbujemy poszukać jakiejś mniej ekscytującej.

Początek w Vuollerim

Dojechałem, to pierwsza informacja. Długa droga za mną i muszę napisać, że samotna jazda przez niemal 2300 km, to żadna frajda. Na pamięć znam teksty wszystkich piosenek które, miałem w odtwarzaczu i wszystkie audiobooki. Tak to jest, kiedy nie ma do kogo otworzyć ust. Zwłaszcza nie jest to proste dla takiego gaduły jak ja :)

W każdym razie jestem. Dotarłem tutaj wczoraj około godziny 4 nad ranem. Końcówka podróży była straszna. Piekielnie straszna. Co kilka kilometrów musiałem się zatrzymywać i wychodzić z samochodu na mróz. Inaczej zasnąłbym za kierownicą. Pchała mnie do przodu jedynie świadomość, że to ostatnie 80 km i położę się do łóżka w ciepłym domu. Choć tak naprawdę, to jechałem jedynie dlatego, że wyjechali mi na przeciw moi przyjaciele. Ania, Mikołaj i Kuba. Skoro postanowili poprowadzić mnie na ostatnim odcinku, to nie byłoby w porządku powiedzieć im nagle, że staję i śpię w samochodzie. Musiałem dojechać do domu.

Poranek był straszny. Przed pójściem spać musiałem oczywiście zająć się jeszcze psami, wypuścić je z przyczepy, napoić, dać coś do jedzenia. Do tego zabrałem z samochodu wszystko to co mogło w nim zamarznąć. Soki, mokre jedzenie, warzywa, komputer, aparat foto i kamerę.
Spać położyłem się około piątej, a budzik dzwonił o ósmej trzydzieści. Słysząc go nie mogłem zrozumieć o co mu chodzi, ani gdzie ja właściwie jestem.

Dzisiaj jest już dużo lepiej. Jedna przespana normalnie noc poprawiła zdecydowanie mój stan.

No dobrze, teraz o Vuollerim i północy Szwecji w ogóle.
Jest ciemno, to po pierwsze. Noc polarna jest w rozkwicie. Co prawda robi się widno tak mniej więcej około dziewiątej, ale już po trzynastej powoli zaczyna zapadać zmrok. Przez te cztery godziny jest na tyle jasno, że można swobodnie robić coś na zewnątrz, natomiast w domach ludzie i tak palą światła. Nie jest to jakoś specjalnie uciążliwe, mam tylko wrażenie, że od czternastej jest już noc. Czekałem na mięso dla psów, które obiecali dowieść mi dziś wieczorem. Słyszę to i myślę sobie, jak to wieczorem, jak już jest wieczór i to raczej późny, po czym zerkam na zegarek, a ten pokazuje dopiero piętnastą, a tu mrok jak o drugiej w nocy. No cóż trzeba się do tego przyzwyczaić. Tu i tak nie jest tak źle. Jeszcze ciemniej jest teraz dalej na północy. Choćby w Inari, czy Alcie.

Ciemność to jedno, ale opowiem wam teraz trochę o jeżdżeniu samochodem tutaj. Otóż drogi są kompletnie zalodzone. Asfaltu nie widać spod lodu zupełnie. Wygląda to na jakiś koszmar. Jak po tym jeździć? Zwłaszcza, że tutaj są góry. Jest na to jednak sposób. Opony z kolcami. Te kolce to takie niewielkie stalowe wypustki, ledwo wystające ponad bieżnik opony. One jednak wystarczają w zupełności, aby zapewnić samochodom przyczepność. Dzięki nim ludzie jeżdżą tutaj jak po asfalcie. Szwedzi i inni mieszkańcy północy pędzą po tych lodowiskach z prędkością ponad stu kilometrów na godzinę, za nic mając zakręty i strome zjazdy. Kolce tak świetnie trzymają, że jest to możliwe.
Kiedyś myślałem, że nigdy nie będę w stanie po lodach jeździć tak szybko jak oni, a tymczasem już w Finlandii gnałem z przyczepą dziewięćdziesiąt kilometrów na godzinę, co wcześniej wydawało mi się czystym szaleństwem. Jest bowiem coś irracjonalnego w jeździe samochodem z takimi prędkościami, po ciemku, drogą, którą niemal nie daje się iść pieszo, gdyż jest tak okropnie ślisko.

Teraz parę słów o dzikich zwierzętach. Laponia to oczywiście renifery. Widziałem dzisiaj mnóstwo ich śladów na śniegu, ale żadnego z nich osobiście. Gdzieś się kręcą, nawet jeden musiał być dzisiaj blisko mojego domu, ale widziałem tylko ślady. Renifery to oczywistość. Spotkania z nimi są bezpieczne, choć oczywiście nie zawsze. One też nie lubią kiedy ktoś jest nachalny i kręci się blisko nich. Wtedy najczęściej po prostu uciekają. Jest jednak zwierzę tutaj, które raczej nie będzie uciekać. To łoś. Jednego z nich spotkaliśmy wczoraj w nocy na trasie. Stanął na środku jezdni i patrzył na samochód. W takiej sytuacji nie wolno go poganiać, ani straszyć. Na łosia to nie podziała. Wręcz przeciwnie. Wszyscy opowiadają tutaj historię jak to pewien kierowca zaczął na tego zwierza trąbić. Łoś potraktował to jako agresję do jego własnej osoby i agresją postanowił odpowiedzieć. Facet uciekał na wstecznym biegu, a łoś demolował mu samochód. Rozbił przednią szybę, zniszczył maskę, a w końcu uszkodził i silnik. Nie wolno poganiać łosi. Jedyny bezpieczny sposób to stać spokojnie i łaskawie czekać aż on sobie pójdzie. Pod żadnym też pozorem nie wolno wychodzić z samochodu.
Ciekawe jak wyglądają tu spotkania z łosiami podczas jazdy psim zaprzęgiem? Czy obecność psów przegoni łosia, czy też może właśnie sprowokuje go do ataku? Mam nadzieję, że nigdy tego nie sprawdzę.

Jest tu jeszcze jedno duże zwierzę, ono jednak teraz śpi pogrążone w zimowym śnie. To niedźwiedź. Jest podobno ich tu sporo i nierzadko zaglądają do wiosek. Zwłaszcza wiosną kiedy budzą się głodne i chude i wyruszają na poszukiwanie żywności. Niedźwiedzie będą jednak spały jeszcze do kwietnia.

Napiszę też, że Vuollerim to bardzo urokliwe miejsce. Wszyscy mieszkają w tradycyjnych skandynawskich, drewnianych domach. Większość z nich ma bordowy, albo żółty kolor. Mój jest żółty. Jest tutaj szkoła, biblioteka, sklep, stacja benzynowa i dom kultury. Jest hotel i czynny tylko latem camping. Cisza i spokój. Ludzie żyją w swoim spokojnym rytmie. Miasteczko sprawia wrażenie dość sennego, pewnie dlatego, że ludzie tu tylko mieszkają, a większość z nich dojeżdża gdzieś do pracy. Choćby do odległego o czterdzieści kilometrów Jokkmokk.

No dobrze, to byłoby na tyle jeśli chodzi o moje pierwsze wrażenia. Jestem, jakby nie patrzeć, na końcu cywilizowanego świata. Tutaj bezkresna natura przenika się z cywilizacją na każdym kroku. Ma się wrażenie bycia na granicy. Zasięg telefonów, samochody, telewizory, a tymczasem kilkaset, a może nawet kilkadziesiąt metrów obok panuje już natura i jej ogrom. Dziś pojechałem zaprzęgiem w teren po raz pierwszy. Szlak najpierw prowadził niemal obok domów, a za moment, dosłownie za zakrętem, zaczął się dziki bór. Gęsty las, zwalone stare drzewa, potoki, mnóstwo śladów zwierząt i śnieg. Dużo śniegu. Im bardziej jechałem przed siebie tym bardziej oddalałem się od cywilizacji. Psy biegły przed siebie jak oszalałe, szybko oddalając nas od Vuollerim, od ludzi i ich świata. Pierwszy bieg w nowym miejscu zawsze jest szalony. Psy wyspane w podróży roznosi dosłownie energia. Chcą działać, biegać, i kiedy już mogą, robią to z dziką pasją. Zazwyczaj zapominają przy tym o niemal wszystkich zasadach, Robią się głuche na moje komendy i prośby o odrobinę choćby spokoju, tak mi przecież potrzebnego kiedy rozpoznaję dopiero teren. Nic z tego. Psy robią to po swojemu.
Jutro na szczęście powinno być już spokojniej. Mam przynajmniej taką nadzieję.
Pierwszy kontakt z terenem pokazał mi też jego trudności. To nie jest płaska powierzchnia wielkiego zamarzniętego jeziora. To góry z krętymi ścieżkami, podbiegami i szalonymi zjazdami. Będzie niełatwo, ale przecież właśnie takich trudności szukałem. Im ciężej będzie na treningu tym mniej nas zaskoczy na trasach wyścigów.

Pozdrawiam z zimowego na maksa Vuollerim. Dzisiaj -15 i niemal czyste niebo w tej chwili, więc może pokaże się zorza.

środa, 7 grudnia 2016

Sezon 2017

6 stycznia rozpoczynamy realizację Trylogii Norweskiej startem w wyścigu Beaskadas 300. 220 kilometrów trasy wiodącej przez tundrę płaskowyżu Finnmark. Tuż nad Oceanem Arktycznym. W samym środku nocy polarnej.

Dystans dość spory jak na początek sezonu, bo nie wszędzie były dobre warunki do treningu. W Polsce jak zwykle, raz cieplej, raz zimniej, często z deszczem. Nie ma co do tego wracać. W naszym kraju zawsze tak wygląda jesienno-zimowa pogoda. To dlatego przecież wyjeżdżamy na treningi do Szwecji.
Różowo także jednak nie było z warunkami i w samej Norwegii. Wiem od znajomego z Tromso, że też przeczekiwał okresy niepogody. Najgorsze były deszcze i przychodzący po nich mróz, który zamieniał teren w lodowisko. Teraz im się tam poprawiło, bo wreszcie spadł śnieg.

Co innego w Szwecji. W okolicach Jokkmokk, czyli tam, gdzie znajdziemy się już za kilka dni, warunki wymarzone. Jest mnóstwo śniegu i spory mróz, sięgający -20 stopni. To tylko potwierdza sens wyboru tego miejsca na nasze przygotowania.

Sezon 2017 będzie naszym najdłuższym i najtrudniejszym sezonem w całej naszej, trwającej już siedemnaście lat, zaprzęgowej karierze. Mamy nadzieje też, iż będzie to sezon szczęśliwy, obfitujący w pozytywne wibracje i dający mnóstwo satysfakcji nam i naszym przyjaciołom, którzy są z nami, wspierają nas i życzą nam jak najlepiej.

Zostało nam jeszcze do załatwienia kilka spraw, kilka napraw w domu, pakowanie... i w sobotę ruszamy. Jeszcze o tym napiszemy.

niedziela, 30 października 2016

Trylogia Norweska - buty dla psów

Dzisiaj utworzyliśmy na Facebooku wydarzenie, poprzez które chcemy Was wszystkich poprosić o pomoc. Trylogia Norweska to bardzo wymagający, ekstremalny, projekt. Musimy do niego być perfekcyjnie przygotowani. Ale to nie wszystko. oprócz treningu, właściwej diety i opieki nad psami, są jeszcze rozmaite detale, bez których o powodzeniu Trylogii, nie ma co nawet marzyć.

Jednym z tych detali są buty dla psów. Bez nich nie tylko nie ukończymy żadnego wyścigu, ale nawet nie damy rady się do niego dobrze przygotować.

Tych butów potrzebujemy mnóstwo, bo około 3 tysięcy sztuk. Dlatego zwracamy się do Was z serdeczną prośbą o wsparcie. Jeden but to 2,50 zł., komplet na psa to 10 zł.
Każdy kto kupi choćby jeden but, ten będzie mógł poczuć się naszym sponsorem. Trafi też oczywiście na listę sponsorów, którą ogłosimy na blogu i Facebooku.

Kto kupi 20 butów, albo więcej tego obdarujemy książką pt. "23 kilometr" z osobistą dedykacją.

Wystarczy wpłacić na nasze konto dowolną wielokrotność 2,50 zł i już jesteście naszym sponsorem.
Buty zamówimy sami w norweskiej firmie Godbiten Jbu.
Wpłacać można na konto podane w wydarzeniu.

Zapraszamy serdecznie.

czwartek, 27 października 2016

Nowe czasy w Syberiadzie

Nawet najwięksi sportowcy kiedyś muszą zakończyć karierę. Taka kolej życia. Stare odchodzi młode wypełnia lukę, bo życie nie znosi pustki. Jeśli ma trwać musi iść naprzód.
W tym roku grono emerytów powiększyło się o kilka psów. Tanda, Pips, Szejen, DeDee. 11, 12-letnie zwierzaki przeszły w stan spoczynku po bardzo intensywnej karierze.
Z ich rocznika wciąż "pod parą" jest jeszcze Zuza. Mimo 11 lat, które skończy za dwa tygodnie nadal jest motorem zespołu i go prowadzi. A zespół ten rozrósł się solidnie. Ekipa na Trylogię Norweską to 15 psów. W większości młodych. Na szczęście tę młodzież poprowadzą bardzo doświadczone psy.

Oto cały zespół:

Zuza 11 lat, wiadomo wszystko o niej, pisaliśmy to wielokrotnie - lider
Henia 4 lata, mimo młodego wieku ma już duże doświadczenie - lider
Arina 9 lat, turbo doładowanie każdego zaprzęgu - wheel dog
Bria 6 lat, doświadczenie i wytrzymałość - lider, team dog
Sofi 9 lat, gwiazda wyprawy Laponia 2015 - team dog
Xanto 3 lata, najmniej doświadczony, ale ma ogromne możliwości - wheel dog
Becky 6 lat, weteranka wyprawy Laponia 2015 - team dog
Baru 3 lata, wszystko przed nią - lider, team dog
Bajka 2 lata - team dog
Szasta 4 lata - team dog
Flicka 3 lata - team dog
Nela 3 lata - team dog
Maja 2 lata - team dog
Eimy 2 lata - team dog
Adi 2 lata - team dog

Młode psy czeka mnóstwo pracy. Muszą wszystkiego się nauczyć i wszystko zrozumieć. Nadchodząca zima będzie dla nich wielkim wydarzeniem. Zmienią się. Na wiosnę nie będą już takimi samymi psami jak teraz. Poznają swoje możliwości i ograniczenia. Nauczą się je wykorzystywać. Mają szczęście, bo po nauki pojadą w jedno z najpiękniejszych miejsc na świecie. Do krainy wspaniałej zimy i doskonałych warunków treningowych. Nie będą biegać w błocie i deszczu, tylko w mrozie i po czystym śniegu. A do tego wejdą w wielki mushing pod okiem bardzo doświadczonych psów. To wspaniałe, że Zuza, Arina, Sofi, są wciąż w formie, która pozwala im biegać z młodymi psami i przekazywać im swe doświadczenie.

Ten sezon będzie dla nas wszystkich najtrudniejszy. Długie miesiące na Dalekiej Północy odliczane kolejnymi wyścigami. Vuollerim, Gargia, Roros, Alta. To etapy naszej wyprawy.
Zaczniemy w samym środku polarnej nocy, kiedy słońce nie wschodzi. A potem przebiegniemy całą lapońską zimę, do samego jej końca w kwietniu.
Ogrom doświadczeń, przeżyć, emocji i satysfakcji na końcu. To na nas czeka tam daleko za kołem polarnym. To będzie nasz sezon. Udany i szczęśliwy. Takim go uczynimy!

piątek, 23 września 2016

Dwa miesiące

Czas potwornie szybko leci! Dopiero co ogłosiliśmy nasze plany na najbliższy sezon, a tu już powoli kończy się wrzesień i plany stopniowo trzeba wdrażać w życie. Zawsze wszystko jest piękne, ładne i uduchowione na etapie planowania. Wtedy wszystko  wydaje się proste i układające według naszych planów. W "praniu" już takie nie bywa.

Mnóstwo spraw jest też do załatwienia i zorganizowania. Wyjazd z szesnastką psów to dość skomplikowane przedsięwzięcie. O wielu rzeczach nie wolno zapomnieć, aby nie narobić sobie poważnych kłopotów.
Psy muszą wyjechać zdrowe, zaszczepione i odrobaczone. Muszą być w jak najlepszej kondycji. My także. Co komu po najlepszym nawet zaprzęgu jeśli człowiek , nawiązując do pewnej piosenki przypomnianej w ostatnich miesiącach, będzie dupa? Nic nikomu. Maszerowi i psom najbardziej :)

Wracając do spraw do załatwienia, to ich lista jest całkiem spora. Przedstawimy Wam tutaj część z nich, abyście mieli ogląd co nas czeka w ciągu dwóch miesięcy jakie pozostały do wyjazdu.

1. Szczepienia. Właśnie zbliża się czas powtórzenia szczepień. Wścieklizna, choroby zakaźne oraz donosowa szczepionka przeciwko kaszlowi kenelowemu. Od tego sezonu obowiązkowa na wielkich wyścigach. Do zaszczepienia 16 psów.

2. Odrobaczenia przed wyjazdem. Z tymi to jest niezła jazda, bo kraje skandynawskie mają różne przepisy w tym zakresie. Chodzi o terminy w jakich należy ich dokonać przed wjazdem na ich teren. W Szwecji inaczej, w Norwegii inaczej i w Finlandii jeszcze inaczej. My musimy się w to wszystko wstrzelić tak, żeby wszędzie pasowało i było dobrze, a zarazem jak najmniej truć psy chemią na robale.

3. Karma dla psów. Kiedy jeździliśmy na wyprawy na dwa, trzy tygodnie, czy nawet miesiąc, to zabieraliśmy karmę ze sobą. Na pięć miesięcy jednak nie damy rady tego zrobić. Musimy zorganizować żarcie na miejscu. Mamy kilka namiarów, a od wczoraj nawet chyba już pewność skąd ją kupimy.

4. Sprzęt. Niby wszystko mamy, ale jak znamy życie, to i tak sporo kasy pójdzie na różne duperele. Jak wiadomo diabeł tkwi w szczegółach i te szczegóły potrafią dać popalić. Ot właśnie okazało się, że musimy kupić kilka nowych koców dla psów. Koców używanych na trasach, do spania. A to pewnie wierzchołek góry lodowej. Lin naprodukowaliśmy sporo, ale coś tam trzeba będzie dorobić.

4.A. Tu musimy stworzyć podpunkt w naszej rozpisce, bo osobnym tematem sprzętowym są buty dla psów. Potrzebujemy ich niemal w przemysłowych ilościach. A to kosztuje. Ile ich trzeba to pokazuje poniższa rozpiska:
but wytrzymuje na psiej łapie, 50, 70, 100 kilometrów. Nie da się dokładnie przewidzieć ile. To zależy od wielu czynników. Rodzaju śniegu i lodu, sposobu biegania psa itd.
Jeśli założymy, że but wytrzyma 70 kilometrów, to na każdą taką siedemdziesiątkę potrzebujemy 4 buty x 16 psów. 64 sztuki. Jeśli planujemy pokonać około 4 tysięcy kilometrów, to butów potrzebujemy ponad 3500! Po 3,50 zł za sztukę.
Buty to główny punkt programu. Tylko pięciomiesięczne zakwaterowanie za kołem polarnym i wyżywienie psów kosztuje drożej od nich.

5. Słoma. Kolejna niezbędna rzecz. Potrzebujemy jej do ścielenia psom w przyczepie i na trasach długich, dwu, trzy dniowych treningów. Musimy ją zorganizować na miejscu. Z tym nie powinno być kłopotu.

6. Weterynarz. W Skandynawii ceny usług weterynaryjnych są bardzo wysokie. Wielokrotnie wyższe niż w Polsce. Dlatego będziemy chuchać i dmuchać na psy, aby wet nie był nam potrzebny. Zabieramy ogromną apteczkę, w której muszą znaleźć się leki i medykamenty na różne przypadłości. Antybiotyki, leki przeciwzapalne i przeciwbólowe, maści rozgrzewające, środki na biegunkę itd, itd.

7. Formalności. Dokumenty wywozowe psów, opłaty startowe, odprawy przedstartowe, odprawy weterynaryjne. To wszystko nas czeka i spędza sen z powiek.

Wymieniliśmy tu w punktach tylko te sprawy, które ciągle mamy na myśli. Zapewne jeszcze niemało ich pojawi się już w trakcie. Na to wszystko pozostało niewiele czasu. Dwa miesiące to jest nic. Zleci równie szybko jak czas od ogłoszenia naszych planów na ten sezon.

Aaa, jest jeszcze punkt 8. Trening. Dużo treningu!

środa, 21 września 2016

Norrbotten. Północ Szwecji

Norrbotten to nazwa najdalej na północ położonej prowincji Szwecji. Centrum szwedzkiej Laponii. Miejsce, w którym zima trwa od października do końca kwietnia. I gdzie spotkamy zjawisko nocy polarnej, kiedy słońce nie wschodzi przez dwa miesiące oraz dnia polarnego, kiedy przez taki sam okres ono nie zachodzi.

Norrbotten to także kraina reniferów i Samów, którzy je hodują. To miejsce niezwykle piękne i jednocześnie surowe. Góry, lasy, rzeki, jeziora, lodowce. To wszystko przyciąga tysiące turystów z całego świata. Wielu z nich przybywa tam też, by ujrzeć zorzę polarną, którą podziwiać można we wszystkie miesiące, w których jest dostatecznie ciemno w nocy.

Zimą temperatury potrafią spaść do -47 stopni, latem bywają krótkotrwałe upały, nawet do +32. Zazwyczaj jednak letnie temperatury wynoszą około 20-24 stopni. Całkiem przyjemnie dla wycieczek pieszych. A jest gdzie chodzić! Parki narodowe, które są unikatowe, takie jak najsłynniejszy chyba Sarek, najstarszy park narodowy w Europie, czy Stora Sjofallet, Padjelanta i Muddus.

Norbotten to kraina rzadko zaludniona. Na blisko 100 tysiącach kilometrów kwadratowych żyje zaledwie 250 000 ludzi. 2,5 człowieka na kilometr kwadratowy. Tak naprawdę jednak to zagęszczenie windują  miasta, takie jak Lulea, Pitea, Kiruna, Boden, Kalix, Gallivare, Alvsbyn, Arvidsjaur, Pajala, Jokkmokk. W tych dziesięciu miastach żyje 3/4 ludności Norrbotten. Można więc łatwo wyobrazić sobie jak odludna jest przestrzeń poza miastami. Kto szuka wytchnienia od miejskiego zgiełku i ludzi, tam znajdzie go z całą pewnością.

Laponię sami nazywamy Krainą Ciszy i Spokoju. Zawsze mamy wrażenie zwolnienia rytmu życia. Ludzie tam nie gnają jak u nas, przyroda też przez wiele miesięcy w roku tkwi w zimowym śnie. Wszystko skute mrozem i przysypane śniegiem.
Owszem, kiedy nadchodzi kres zimy i śnieg zaczyna znikać w blasku coraz dłużej świecącego słońca, to natura niezwykle przyspiesza. To jedyny taki czas w Laponii. Lato jest krótkie, a rośliny i zwierzęta muszą wydać na świat swe owoce i potomstwo, i jeszcze je odchować. Życie wtedy wprost eksploduje. Z dnia na dzień robi się zielono, pojawiają się kwiaty i dzieci wszelkich zwierząt.
Potem znów wszystko wraca do spokojnej normy aż śnieg przykryje świat na długie miesiące. Cudownie jest zgrać się z tym rytmem.

To właśnie tam nasz zespół będzie się przygotowywał do Trylogii Norweskiej.

piątek, 16 września 2016

Sezon przed nami



Wszystko nabiera powoli rozpędu, choć tak naprawdę wcale nie dzieje się to powoli. Raczej skokowo i gwałtownie. Mniej lub bardziej.
Minął sierpień, zaczął się wrzesień, a nawet mamy już jego połowę. Tak naprawdę czas umyka w szybkim tempie i już widzimy, że nie będzie luziku.

Czekaliśmy z rozpoczęciem treningów i nadal czekamy. Jak dotąd było zbyt ciepło nawet w nocy, by psy mogły regularnie biegać. Co prawda od wczoraj jest całkiem chłodno o świcie, ale nadal czekamy.
Najważniejsze dla nas jest, żeby zacząć trening w takim momencie, od którego będziemy mogli kontynuować go już nieprzerwanie.

Ponadto musimy wzmocnić zespół psów. Odmłodzić go znacznie. W tym sezonie nie pobiega już z nami ani Klein, ani Pips, ani Szejen. Także Ixi, ze względu na pękniętą kość gnykową i problemy zdrowotne jakie dopadły go po tamtym zdarzeniu, nie zasili zespołu swoją osobą. To wielka strata, bo trzyletni młodziak bardzo by nam się przydał.
Odchodzi na emeryturę także Tanda. I to, obok Pipsa, największa strata naszej ekipy.

Zuza, mimo 11 lat, wciąż sprawia wrażenie silnej i sprawnej. Co prawda tłuszczak, z którym chodziła od dwóch lat, rozrósł się w ciągu ostatnich dwóch tygodni do sporych rozmiarów i trzeba było się go pozbyć. Wcześniej nie przeszkadzał jej w bieganiu znajdując sobie miejsce pomiędzy paskami szelek. Teraz jednak przestał się mieścić. Ponadto jego gwałtowny rozrost dawał raczej pewność, że to nie koniec wzrostu.
Zuza wylądowała na stole operacyjnym. Guz został usunięty, a ona błyskawicznie dochodzi do siebie.
Przy tej okazji zrobiliśmy jej też poszerzoną diagnostykę i wyszło, że Zuza jest naprawdę w wyśmienitej formie. To dla nas znakomita wiadomość. Nasz lider-geniusz jeszcze przez nadchodzący sezon będzie z nami na trasach. Czy także wyścigowych, to okaże się w praniu.

Jej ojciec, Dante, w 2014 prowadził nasz zaprzęg na Finnmarkslopet 500 mając 10 lat. W 2015 biegł, choć już nie jako lider, w 350 kilometrowej wyprawie prowadzonej w stylu non stop, mając ukończone 11 lat. Nie miał żadnych problemów. On i Zuza mają fantastyczne geny. Oboje nigdy nie chorowali. Zuza była pierwszy raz u lekarza z jakimś problemem, nie licząc szczepień i badań kontrolnych.

Wracając do treningów. Poczekamy jeszcze trochę z ich rozpoczęciem. Zuza dochodzi do siebie, Henia rozpoczęła cieczkę, a nas czeka wyprawa do Norwegii i Szwecji po kilka młodych psów. Właśnie prowadzimy rozmowy z kilkoma kenelami na północy i pewnie niebawem pojedziemy zasilić nasz zespół.
Bronimy się przed kryciem naszych suczek i rozmnażaniem psów, bo ciągle twierdzimy, że jest zbyt dużo problemów z bezdomnością zwierząt, aby jeszcze powiększać ich populację. Dlatego wolimy kupić, czy adoptować alaskan husky skądś, z Europy. W ten sposób też możemy jakiemuś psu poprawić byt, czy zwyczajnie zapewnić to co do życia alaskanom jest niezbędne, czyli bieganie w zespole psów.
Trzy lata temu adoptowaliśmy Brię i Sofie, jeszcze wcześniej przygarnęliśmy Jumę i Szejen. One wszystkie biegają, czy biegały fantastycznie. Bria i Sofie wciąż są ważnymi punktami naszego zespołu, Juma i Szejen były takim bardzo długo. Zwłaszcza Szejen, która po przyjściu do nas i trenowała do Finnmarkslopet i była na trzech wyprawach za koło polarne i pracowała z klientami prawie do 12 roku życia.

No dobrze, rozpisaliśmy się trochę, ale druga połowa września będzie intensywna organizacyjnie, a od października zaczynamy pełną parą przygotowania do zimy. Będziemy tu o tym pisać.

wtorek, 13 września 2016

Tandemowe Trip Love



Tydzień temu w Klubie Podróżnika Namaste w Katowicach spotkaliśmy niezwykłych, młodych ludzi, o których wcześniej słyszeliśmy co nieco. To Klaudia Jadwiszczyk i Krzysztof Lewicki. Oboje realizują projekt Tandemowe Trip Love.

Zamierzają oni przejechać tandemem trasę ze Śląska przez Polskę, Litwę, Łotwę, Estonię, Finlandię. Tam odwiedzić nasze ukochane Inari, potem Norwegię, Nordkapp, Altę, Tromso, itd., itd. Wjadą też do Szwecji, gdzie mamy ogromną nadzieję, wpadną i do nas. Choćby na herbatę. W tej podróży towarzyszyć im będzie pies Kadlook, rasy alaskan malamut.

Do Polski wrócą po pokonaniu 8 tysięcy kilometrów, z tak wielkim bagażem doświadczeń i przeżytych emocji, że nie wiemy w jakie plecaki i sakwy im się to pomieści.
Strasznie podoba się nam ich projekt. Wiele osób zrzędzi, że zimą jest zimno i woli ciepłe klimaty, a tu wręcz przeciwnie pchają się na rowerze w lapońską zimę, w noc polarną. Oj, dostaną po tyłkach na pewno, bo mróz, śnieg i zmęczenie zrobią swoje, a jakże, ale po to człowiek wymyśla takie wyprawy, żeby właśnie po tyłku trochę dostać i przeżyć niesamowitą przygodę.

Na dodatek pojadą przez "nasze" rejony. Cała Finlandia, Inari, Rovaniemi i wioska św. Mikołaja, Alta. Ileż my odbyliśmy wypraw w naszych marzeniach właśnie tam. Latem, zimą, wiosna i jesienią? Ileż razy marzyliśmy by znowu tam pojechać? Zbyt mało razy tam byliśmy, to pewne. Ale teraz dzięki wyprawie Klaudii i Krzyśka pojedziemy tam znowu, choćby czytając ich relacje, tak wirtualnie. No i mamy nadzieję, że zatrzymają się choć na parę dni w naszej bazie w Vuollerim, dokąd mocno ich zapraszamy.

Wyprawa zimą rowerem i na dodatek z psem, z całą pewnością wzbudzi zainteresowanie na północy. Zwłaszcza wśród Samów, którzy w życiu nie wybrali by się nigdzie zimą rowerem. Dzięki temu pewnie mogą nasi podróżnicy liczyć na życzliwe przyjęcie i pomoc. Pamiętamy jak dwa lata temu spotkaliśmy w Inari Francuzów, którzy przemierzali Laponię pieszo ciągnąć pulki. Nie używali nart, ani nawet rakiet śnieżnych. Po prostu szli z buta. Strasznie długo im to schodziło, bo w ten sposób pokonywali zaledwie 10-12 kilometrów w ciągu doby. Samowie co rusz, spotykając ich na trasie, pytali czy wszystko w porządku, czy nie potrzebują pomocy. W głowie im się nie mieściło, że ktoś może z własnej woli trzaskać z laczka przez śniegi i lody.
Podejrzewamy, że Klaudia i Krzysiek mogą liczyć na to samo. Chociaż rower to rower.

Życzymy powodzenia, dobrej zabawy i zdrowia. Trzymamy mocno kciuki.

niedziela, 21 sierpnia 2016

Relacje z końca świata

W listopadzie wyruszam do Laponii na kilka miesięcy, by przygotować się do realizacji Trylogii Norweskiej.
Zamieszkam w tym czasie w szwedzkiej miejscowości położonej przy kole polarnym o nazwie Vuollerim. Będę tam trenował i pracował z uczestnikami Husky Safari.

Ten pobyt będzie także kapitalną okazją, aby poopowiadać Wam trochę o Dalekiej Północy.
Opiszę codzienne życie Szwedów i Samów i wszystkie zjawiska jemu towarzyszące. Dzięki tym relacjom poznacie miejscowe zwyczaje, zobaczycie jak wyglądają sklepy i zakupy za kołem polarnym. Opowiem jak miejscowi radzą sobie z opadami śniegu i dużymi mrozami.

Pokażę Wam piękno tej krainy. Góry, renifery, tajgę i tundrę. Opowiem o zorzy polarnej.
Dużo miejsca poświęcę przygotowaniom do Trylogii Norweskiej. Zabiorę Was wirtualnie na treningi i na same wyścigi.
Obiecuję, że dużo będzie się działo!

Relację rozpocznę już przed wyjazdem. Zobaczycie jak wygląda logistyka podróży z kilkunastoma psami na trasie liczącej około 2500 kilometrów.
Już teraz zapraszam do oglądania i czytania. Tu na naszym blogu.
Nie mogę się już doczekać :)

piątek, 5 sierpnia 2016

Trylogia Norweska - Femundlopet

Femundlopet to drugi z wyścigów Trylogii. Zaczyna się 10 lutego 2017. Bardzo trudny, mocno obsadzony 400 kilometrowy wyścig w górskim terenie. Góry to największy problem jaki na trasie tych zawodów czyha na zaprzęgi, które nie miały możliwości trenowania w takim terenie. Nie brakuje zespołów, które nie doceniły tego faktu i pojechały na Femunda bez odpowiedniego, górskiego przygotowania i nie dały zwyczajnie mu rady. Dlatego też my wybraliśmy na miejsce naszych przygotowań Vuollerim. Tam pagórów nie brakuje, a i do parku narodowego Sarek i Gór Skandynawskich jest całkiem blisko.

Femundlopet jest wyścigiem , w którym zazwyczaj startują wszystkie norweskie gwiazdy włącznie z tymi, którzy wybierają się na Alaskę i Iditarod. Dla nich często Femundlopet jest ostatnim sprawdzianem przed legendarnym alaskańskim gigantem.
Dzięki temu będziemy mieli okazję sprawdzić się na tle najlepszych europejskich specjalistów od mushingu.

Ten wyścig jest dla nas drugim etapem przed Finnmarkslopet, docelowym wyścigiem tego sezonu. Ukończenie 400 kilometrowego szlaku Femunda pozwoli nam w następnym sezonie wystartować na jego dłuższej, 600 kilometrowej trasie. Nie da nam jednak przepustki na 1000 kilometrowy Finnmarkslopet. O to powalczymy na Finnmarkslopet 500 w marcu.

Plan na Femundlopet 400? Jest całkiem prosty. Dojechać do mety w jak najlepszym czasie i z jak największą liczbą zaprzęgów za sobą. Jeśli to się powiedzie, to będziemy bardzo zadowoleni.
Musimy do tego dobrze przygotować się w szwedzkich górach, aby podołać wszystkim trudom Femunda.
Innym, oprócz górskiego terenu, problemem mogą być bardzo niskie temperatury. Nawet poniżej -40 stopni. Do tego też musimy być przygotowani. Po to również jedziemy już w końcu listopada do szwedzkiej Laponii.
Femundlopet to wyścig, w którym jak dotąd, wystartowała największa ilość zaprzęgów. Kilka lat temu jednego dnia, stanęło ich na starcie obu dystansów około 200. Po tamtym sezonie organizatorzy wprowadzili limity i teraz na trasę wyrusza  około 150 zaprzęgów każdego roku.

Po nim zostanie już tylko Finnmarkslopet na naszej liście na.

czwartek, 4 sierpnia 2016

Husky Safari - terminy


W tym poście publikujemy proponowane terminy Husky Safari realizowanych w okolicach Jokkmokk w szwedzkiej Laponii. Terminy uwzględniają nasze plany wyścigowe oraz zgrane są z lotami z Krakowa do Lulea. Właśnie ten szwedzki port lotniczy położony jest najbliżej.
Można tam też dotrzeć pociągiem ze Sztokholmu, który dociera do miejscowości Murjek położonej 17 kilometrów od naszej bazy w Vuollerim.

Wszystkie samoloty latają do Lulea ze Sztokholmu, więc możliwości dotarcia tam jest dużo więcej, nie tylko z Krakowa. My użyliśmy tego połączenia ze względu na atrakcyjne ceny.

Oto terminy:

15 - 20.12.2016 przelot Kraków Lulea 382 zł, wylot do Krakowa 594 zł

29.12. - 03.01.2017 przelot Kraków Lulea 467 zł, wylot do Warszawy 562 zł

22 - 26.01.2017 przelot z Krakowa 382 zł, wylot do Krakowa 315 zł - zajęty

23 - 27.03.2017 przelot z Krakowa 382 zł, wylot do Krakowa 394 zł

27 - 31.03.2017 przelot z Krakowa 429 zł, wylot do Krakowa 480 zł

31.03. - 05.04.2017 przelot z Krakowa 382 zł, wylot do Krakowa 401 zł

Istnieje możliwość realizacji Husky Safari również w innych terminach o ile te podane powyżej w żaden sposób by nie pasowały. Prosimy w takim przypadku o kontakt info@syberiada-adventure.com
Ceny biletów lotniczych mogą pewnie ulec zmianie, choćby ze względu na zmiany kursów walut, więc prosimy traktować je orientacyjnie. Nie pośredniczymy też w zakupie biletów.

środa, 3 sierpnia 2016

Trylogia Norweska - początek


Kochamy to co robimy, uwielbiamy prawdziwą zimę i kontakt z naturą. Potrzebujemy do życia adrenaliny, potrzebujemy emocji i musimy mieć o czym marzyć. A te marzenia wypada też od czasu do czasu realizować. Dla własnej satysfakcji i poczucia, że coś doprowadziliśmy do końca.

Polskie zimy przeszkadzają nam w tym wszystkim. Brak śniegu i mrozu, a zamiast tego deszcz i błoto, paraliżują nasze działania. Odbierają chęć do niego.
Do tego dochodzą rządowe plany uczynienia z polskiej natury prywatnego folwarku myśliwych, z którymi od zawsze mamy na pieńku. Choćby z przyczyn ideowych. Nie zgadzamy się przecież na zabijanie zwierząt dla zabawy. Trudno więc o wspólny język z myśliwymi.

Dodamy do tego jeszcze trudności w zarabianiu pieniędzy, co powiązane jest też z dwoma powyższymi sprawami, zwłaszcza brakiem zimy, i mamy pełny obraz dlaczego chcemy, a nawet musimy przenieść się do dalekiej Laponii. Tam osiąść i realizować nasz życiowy plan. Osiąść przynajmniej na kilka miesięcy w roku.

Trylogia potrzebuje dobrych warunków.Śniegu, mrozu, długich treningowych tras, ale też spokoju i pewności, że nic nie przeszkodzi nam w jej realizacji. Tej pewności zawsze nam brakowało i ona okazywała się największym problemem wszelkich przygotowań. Dlatego tym razem musimy przede wszystkim ją właśnie osiągnąć.
W skupieniu i pewności wyboru drogi możemy wykuć naszą maszerską przyszłość. Na Dalekiej Północy ją pewnie znajdziemy.

Myślimy i mówimy o takich przenosinach już kilka lat. Pewnie przynajmniej gdzieś od 2010 roku, od powrotu z pierwszej wyprawy, kiedy to Laponia nas zachwyciła.
Mówić jednak i myśleć o czymś, to dopiero początek. Możemy tak sobie planować latami i stale pozostawiać taki plan w sferze marzeń. Nic z niego nie wyjdzie.
Ciągle się wahaliśmy, ciągle coś wydawało się na tyle kuszące, by jednak jeszcze tutaj zostać. Tak jak choćby trzyletni epizod w Borach Tucholskich. Teraz to wahanie zniknęło. Jest wreszcie pewność, że teraz musimy to zrobić, bo przyszłości już nie ma w tym miejscu, w którym się znajdujemy.
Być może musieliśmy stanąć pod ścianą, żeby do tego dojść? Tacy już jesteśmy. Co na to poradzić? Zresztą nieważne, nie ważna przeszłość, istotne tylko to co przed nami.

Trylogia Norweska to świetna okazja, by coś zmienić w naszym życiu. Duży projekt, wymagający mnóstwa pracy i poświęcenia. Tak jak lubimy najbardziej :) Przecież zawsze pociągały nas te, niemal niemożliwe do zrealizowania plany, bo one są warte zachodu tak naprawdę. Tyle tylko, że Trylogię możemy zrobić! Ona nie jest nieosiągalna. Wręcz przeciwnie. Przy dobrych, lapońskich warunkach, zrobimy ją. I to jeszcze jak! :)
Nasi Drodzy, bądźcie z nami, obserwujcie nasze poczynania, a nie będziecie żałować :)

wtorek, 2 sierpnia 2016

Husky Safari 2016/2017


Jednym ze sposobów finansowania Trylogii Norweskiej jest organizacja Husky Safari za wyjątkowo niską cenę. Taką, która pozwoli znaleźć chętnych na taki wyjazd i zdobyć dzięki temu środki na realizację projektu. Krótko mówiąc robimy to po to, aby mieć za co wyjechać do Laponii, przygotowywać się tam do wyścigów przez kilka miesięcy i zakończyć te wyścigi na dobrych miejscach.

Jak wygląda Husky Safari? To pięcio lub sześciodniowy (do ustalenia) pobyt w szwedzkiej Laponii.
Pięć dni, cztery noclegi, trzy dni jazdy zaprzęgiem. Każdy chętny prowadzi zaprzęg sam albo jedzie jako pasażer. Do wyboru.

Pierwszego dnia docieracie do naszej bazy w Vuollerim. Można dostać się tam lecąc do Lulea, a później jadąc autobusem, albo dotrzeć pociągiem do Murjek ze Sztokholmu. Trzy pociągi dziennie tam dojeżdżają. Z Murjek zabierzemy Was samochodem.

Tego pierwszego dnia powitamy Was, zakwaterujemy i poznacie się z psami. Rano rozpoczniemy zajęcia. Najpierw nauczymy Was radzić sobie z psami i sprzętem. Kiedy już to opanujecie wyruszymy w teren na pierwsze Husky Safari. Drugiego i trzeciego dnia będziemy podróżować psimi zaprzęgami po okolicach Vuollerim i Jokkmokk. Kilkukrotnie przekroczymy koło podbiegunowe.
Na trasie będziemy zatrzymywać się na odpoczynek i posiłki. Napijemy się też kawy, czy herbaty.
Wieczorami zapolujemy za zorzę polarną. Powiemy i pokażemy Wam jak ją fotografować.
Do udziału w Husky Safari nie potrzeba jakiejś specjalnej kondycji. Wystarczy być normalnie sprawnym. Zawsze dostosowujemy intensywność zajęć do formy uczestników.

Ostatniego dnia pożegnamy się i ruszycie w drogę powrotną do domu.
Zapewniamy Wam w trakcie pobytu: zakwaterowanie, zaprzęgi i nasze przewodnictwo w terenie. Chętnie też podzielimy się z Wami naszą wiedzą i doświadczeniem. Musicie przywieźć ze sobą ciepłą odzież, ale buty dostaniecie od nas. Listę potrzebnych rzeczy znajdziecie tutaj.

A teraz cena takiego pobytu - jedynie 1500 zł za osobę!
Nie zawiera ona wyżywienia, które trzeba sobie zorganizować we własnym zakresie. Pomożemy Wam w zakupach na miejscu. W naszym domu jest w pełni wyposażona kuchnia, więc z przygotowaniem posiłków nie będzie żadnego problemu.

Do tej ceny musicie doliczyć tylko koszty dojazdu. Samolot do Lulea, najbliższego lotniska, można znaleźć już za mniej niż 700 zł w obie strony. Terminy Husky Safari możemy zgrać, w miarę możliwości z tymi najtańszymi lotami.
Listę terminów znajdziecie tutaj.

To oferta limitowana. Mamy na nią tylko 30 miejsc. Zatem kto pierwszy ten lepszy!
Chętni muszą się do nas zgłosić pisząc np. na info@syberiada-adventure.com i udostępnić informację o Husky Safari gdzie się tylko da. To wszystko.

To co? Widzimy się w Laponii?

poniedziałek, 1 sierpnia 2016

Trylogia Norweska


Coś tam już przebąkiwaliśmy, coś już gdzieniegdzie padło. No dobra, czas ogłosić to oficjalnie.
Projekt Trylogia Norweska wchodzi w życie!

Dlaczego trylogia?
Trzy wyścigi w jednym sezonie. Beaskadas 300, Femundlopet i Finnmarkslopet. Jeden po drugim, z miesięcznymi przerwami. Wszystkie w Norwegii.

Najpierw 220-kilometrowy Beaskadas 300 rozgrywany 6-8 stycznia.
Następnie 400-kilometrów trasy Femundlopet, który rusza 10 lutego.
I wreszcie 500-kilometrowy Finnmarkslopet 11 marca. To powrót do zmagań z tym wyścigiem i czas na wyrównanie rachunków.
Dwa lata temu skończyło się tragicznie, zatem najwyższa pora odwrócić fatum i pokonać trasę tego wyścigu w dobrym stylu.

Trylogia ma być nie tylko startem z nastawieniem na ukończenie wyścigów. Nie po tylu latach pracy i przygotowań. Jedziemy tam po dobre miejsca. Chcemy i możemy znaleźć się jak najwyżej w klasyfikacji tych trzech wyścigów. Ma być wspaniała przygoda, spełnienie marzeń i dobry, sportowy wynik. Zasłużyliśmy sobie na to.

Musimy się do Trylogii doskonale przygotować i zdobyć pieniądze na jej realizację. Tu już nie wystarczą przygotowania w Polsce i bieganie w piachu i błocie całymi miesiącami. Musimy przenieść się choćby na cztery miesiące sezonu do Laponii, by móc wykonać treningową pracę, która pozwoli nam ścigać się z najlepszymi zaprzęgami.
To jest w naszym zasięgu.

Mamy pomysł jak te środki pozyskać. Zwrócimy się do sponsorów, tak jak to się robi w takich sytuacjach. Ale to nie wszystko. Wiemy przecież dobrze, jak to ze znajdowaniem sponsorów bywa.
Chcemy oprócz tego na ten projekt zwyczajnie zapracować. Potrzebujemy około 40 tysięcy złotych, aby przygotować się do startów w Laponii i wystartować w wyścigach. Te 40 tysięcy niezbędne jest, aby dojechać do Laponii i z niej wrócić, by wynająć dom na te kilka miesięcy, opłacić opłaty startowe i noclegi na wyścigach. Musimy też mieć paliwo, aby na każdy wyścig dojechać i by potem samochód mógł krążyć między checkpointami.
Te pieniądze wystarczą także na żywienie psów i naszej ekipy w czasie całego pobytu. To 40 tysięcy złotych.

Przydałoby się jeszcze kilka tysięcy rezerwy na rozmaite przypadki losowe.
Dlatego mamy ofertę jakiej nigdy nie było na Dalekiej Północy. Dokładnie mówiąc w cenie jakiej tam nikt nie widział.  
5 dni Husky Safari za 1500 zł!
Normalna cena takiej frajdy to około 5 tysięcy.

Dzięki temu będziemy mogli na Trylogię zarobić. I zrealizować ambitny plan.
Pomożecie nam? Wystarczy, że udostępnicie w internecie informację o naszym projekcie. Ludzie się dowiedzą i dzięki temu znajdą się chętni na Husky Safari w tak niskiej cenie.
Mamy 30 miejsc na cały sezon, który trwać będzie od początku grudnia do końca marca, czy nawet kwietnia.
Zmieniamy też bazę w Laponii. Tym razem to nie Inari w Finlandii, tylko Vuollerim w Szwecji.

W kolejnych postach będziemy się rozpisywać w szczegółach o Trylogii Norweskiej i związanych z nią Husky Safari.


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...