Pokazywanie postów oznaczonych etykietą konkurs. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą konkurs. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 20 czerwca 2016

Konkurs?


Co powiecie na konkurs, w którym można wygrać "23 kilometr? 



Wkrótce podamy szczegóły, bądźcie czujni. 


A na zachętę najnowsza recenzja naszej książki "23 kilometr".

"Zastanawiałam się na początku, co oznacza tytuł tej książki. Kiedy zostało mi do końca przeczytania jeszcze kilkanaście stron, zrozumiałam. "23 kilometr" to niesamowita opowieść, napisana przez życie. Ten "23 kilometr" to kluczowy i jakże smutny kilometr w życiu bohaterów. Sama książka jest napisana pewną ręką, ale i zdaniami pełnymi pasji i bólu, jakby autora natchnął sam Ukko, lapoński bóg. Bo nie łatwo jest opisać to, co jest smutne, ale i to, co jest euforią. "23 kilometr" to arcydzieło stworzone przez życie, ale także przez psy i ludzi. Bez nich nie byłoby tej książki.
- Aleksandra" 

Dziękujemy :)

poniedziałek, 6 września 2010

Rocznica

Dokładnie rok temu Daria zwyciężyła w konkursie Ibupromu, w którym prowadziła bloga opisującego jej zaprzęgową pasję. Pokonała w nim 2700 konkurentów i otrzymała nagrodę główną.
Co zmienił w naszym życiu tamten sukces? Wtedy wydawało się, że zmieni się wszystko, że wreszcie będziemy mieli okazję zaprezentować światu swój projekt, a nawet znaleźć partnerów do jego realizacji. Tak się jednak nie stało.
Owszem nagroda pozwoliła nam wreszcie wyposażyć się w najbardziej zawodowy sprzęt jakiego używa się w naszej branży i złapać chwilę oddechu, co pozwoliło na w miarę spokojne przygotowania do wyprawy, która jak wiadomo zakończyła się wspaniałym sukcesem. Jednak spodziewać się mogliśmy znacznie więcej.

Daria jest znakomitym nośnikiem, mówiąc technicznym językiem, reklamy dla bardzo szerokiej gamy branż. Jest wspaniałą matką, doskonałą żoną, znakomicie radzi sobie z problemami dnia codziennego i co najważniejsze - jest nieprawdopodobnie wytrwała w swoich postanowieniach i dążeniu do ich realizacji.
Sposób w jaki łączy rolę matki, właścicielki firmy, sportowca i podróżniczki jest wprost niewiarygodny. Nie znam drugiej takiej osoby, która potrafiłaby robić to skuteczniej od mojej żony!!!
To co osiągnęła w mushingu jest zasługą tylko i wyłącznie jej uporu, wytrwałości i cholernie ciężkiej codziennej pracy, której nigdy nie zawala!

Istnieje dużo organizacji próbujących aktywizować polskie kobiety, pokazywać im, że warto działać, coś robić. Żyć pełnią życia. Daria jest idealnym współpracownikiem dla tych organizacji. Jest żywym przykładem, że bez ogromnych pieniędzy i pomocy państwa, czy rodziny, też można realizować nawet najbardziej ambitne plany i marzenia.
Najważniejsza jest świadomość celu drogi, którą się przemierza życie. To ona pozwala wierzyć w jej sens i ponosić nawet wielkie ofiary, aby dojść do jej końca. Takiej świadomości Darii nigdy nie brakowało! Zawsze wiedziała po co to robi i jaki ma być końcowy efekt jej poczynań. I nawet kiedy często życie mimo wszystkich starań i tak robiło po swojemu, to Ona nigdy nie załamała się i dalej konsekwentnie robiła swoje.

Podsumowując - moja cudowna żona jest świadomą swojej wartości kobietą, doskonale wiedzącą co czeka na nas wszystkich na końcu obranej drogi i mającą wiedzę jak tego dokonać. Potrafi znakomicie motywować siebie i naszych współpracowników do najtrudniejszych zadań. Posiada wszystkie atuty niezbędne do realizacji naszych projektów, uwielbia codzienną pracę w kennelu, treningi, pracę z naszymi gośćmi, ma z nimi znakomity kontakt, nieprawdopodobnie dba o psy i rodzinę. Doskonale radzi sobie z polarnym zimnem. Jest jedyną kobietą w Polsce uprawiającą mushing na długich dystansach, i w związku z tym jest po prostu najlepszą polską maszerką w ogóle. A do tego jeszcze znakomicie wygląda!! (Pewnie mnie opieprzy, że to napisałem).

Mam nadzieję, że kiedyś nadejdzie taki dzień, że "świat" wreszcie dostrzeże z jaką wartością ma do czynienia i zrobi z niej właściwy użytek.

wtorek, 8 września 2009

Wielki sukces !!!

Stało się! Konkursowy blog Darii i wszystkie jej zaprzęgowe pasje i marzenia zostały najwyżej ocenione z pośród wszystkich projektów startujących w konkursie!
Konkurencja była naprawdę zacna i komisja nie miała ponoć łatwego zadania, jednak "za niezwykle interesujące przedstawienie swojej pasji mushingu, czyli powożenia psim zaprzęgiem oraz ogromną determinację w realizacji marzeń i rozwijaniu swoich zainteresowań" to Daria została zwyciężczynią konkursu Ibuprom Dla Niepokonanych!!!
Jest to jak dotąd nasz wspólny największy sukces w naszym zaprzęgowym życiu, który na pewno da nam ogromny pozytywny impuls do dalszego działania i realizacji naszych planów. Na dodatek bardzo nas to osiągnięcie przybliżyło do wyjazdu na wyprawę wokół Inarijarvi.

Ta nagroda to także wielka promocja mushingu w Polsce. W trakcie uroczystości podkreślano, że psie zaprzęgi kojarzą się wszystkim ze Skandynawią, czy Alaską, a tymczasem u nas w Polsce znaleźli się ludzie z wiedzą, doświadczeniem oraz wielkimi ambicjami i pasją do podnoszenia swojego maszerskiego poziomu i dążenia do jak najlepszych wyników w przyszłości.
Po latach ciężkiej pracy z psami, latach pełnych wyrzeczeń, stresów i niepewności odnieśliśmy fantastyczny sukces, który nadał ostatecznie sens wszystkim naszym działaniom.

Bardzo dziękujemy za dobre słowa, które usłyszeliśmy w trakcie konkursu od różnych ludzi i jeszcze raz szczerze gratulujemy wszystkim nagrodzonym.



Pan Prezes wręcza nagrodę



Nagrodzeni i organizatorzy



Zwycięzcy jeszcze raz razem



Pierwsze wywiady

środa, 2 września 2009

Finałowa piątka


Musimy się pochwalić, że w konkursie Ibupromu blog Darii znalazł się w finałowej piątce wybieranej przez jury. Jak na taki ogrom ludzkich pasji, wyrażony na ponad 2700 blogach, to chyba spore osiągnięcie. Jest to także potwierdzeniem dużego zainteresowania jakim mushing cieszy się wśród ludzi oraz tak naprawdę jakie istnieją możliwości jego promowania i poszukiwania partnerów do tego typu projektów.
Daria znalazła się w pierwszej piątce w zacnym towarzystwie ludzi realizujących swe bardzo różne pasje.

Pierwszego września stawiliśmy się w warszawskim hotelu Polonia Palace, gdzie odbyło się finałowe spotkanie wspomnianej piątki finalistów. Spędziliśmy tam bardzo miłe przedpołudnie opowiadając szacownemu jury o naszym projekcie. Później była okazja na poznanie konkurentów i rozmowy. Zwycięzca zostanie ogłoszony jutro.

poniedziałek, 24 sierpnia 2009

Trzymajcie za mnie kciuki!!!


Drodzy uczestnicy konkursu, dzisiaj jeszcze jesteśmy dla siebie konkurentami. Ścigamy się na ilość głosów, rywalizujemy swoimi pomysłami, marzeniami, o nagrodę główną, ale ten konkurs za chwilę dobiegnie końca. Konkurs się zakończy, a ja będę kontynuować swoją drogę do marzeń, do realizacji pasji i planów. Mój projekt to coś więcej niż tylko dobra zabawa, to całe życie moje i mojej rodziny. Być może jesteśmy „wariatami”, ale takie życie nas kręci i tak żyjemy i żyć będziemy. Dawno temu rozpoczęłam już przygotowania do wyprawy, którą rozpocznę tej zimy. A może nawet przygotowywałam się do niej przez całe swoje życie.
Wreszcie wyruszę na szlak, aby postawić kropkę nad i w mojej pasji, aby dać puentę swojemu życiu. Inari to jednak tylko początek, to brama do dalszych działań i mam nadzieję kolejnych sukcesów. Realizacja tego projektu pozwoli mi w praktyce zobaczyć czego jeszcze mi brak, aby wziąć udział w największych europejskich wyścigach psich zaprzęgów i nie być jedynie ich uczestniczką, ale mieć także szansę walki o jak najlepszą pozycję. Będzie to tym ciekawsze, że nie próbowała tego jak dotąd żadna Polka.

Także dla mojego męża to spełnienie marzeń i pretekst do skończenia pisanej przez niego książki mówiącej o innym niż znają wszyscy życiu, pełnym pasji i upartego dążenia do spełnienia marzeń pomimo, że często kosztuje to bardzo dużo. Ale na pewno warto tak żyć.
Ponadto zamierzamy z wyprawy przywieźć nakręcony przez nas samych film i z nim odwiedzić parę festiwali, dzięki czemu pokażemy w Polsce zupełnie inne oblicze mushingu niż na co dzień czynią to polskie kluby psich zaprzęgów.
Dzięki udziałowi w tym konkursie miałam okazję poczytać kilka naprawdę ciekawych blogów, życzę ich autorom powodzenia w realizacji marzeń i trzymam za nich kciuki.
O to samo proszę wszystkich tych, którym spodobał się mój projekt i oczywiście zapraszam na www.syberiada-adventure.blogspot.com gdzie na bieżąco opisuję wszystkie przygotowania do wyprawy.
Dziękuję również za zainteresowanie moją pasją, wszystkie dobre słowa oraz oczywiście Wasze głosy!
Pozdrawiam serdecznie :)

czwartek, 20 sierpnia 2009

Sprzęt i inne niezbędne rzeczy

Już zaczynam myśleć o sprzęcie, który będzie niezbędny na wyprawie. Najpierw samochód. Bez niego się tam nie dostanę. Możliwie najlepsze opony zimowe, no i łańcuchy na koła. Na dalekiej północy nie odśnieżają dróg i tylko na łańcuchach albo oponach z kolcami można się tam poruszać. Również opony zimowe do psiej przyczepy. Nowy płyn do chłodnicy, olej do silnika, nowe świece żarowe, żeby w lapońskich mrozach była szansa uruchomić silnik. I chyba nowy akumulator, tak na wszelki wypadek.
To dopiero samochód. Teraz sanie. Na początek muszę wreszcie znaleźć kogoś kto przygotuje nam system wymiennych ślizgów do płóz. Oby dał radę to zrobić nasz dobry znajomy z Czech, Frantisek.

Koniecznie muszę też przygotować nowe zestawy lin, kotwice śnieżne i ich liny. Uprzęże psów, nowe obroże, psie kurteczki i... o rany buty dla psów. Tych ostatnich potrzebuję razem z Krzyśkiem ponad dwieście. Już boli mnie głowa. A to dopiero początek. Teraz namiot, śpiwory, karimaty, kuchenka, gary, noże, łyżki, liofilizaty i chińskie zupki. Ile tego wszystkiego? Cholera trzeba to policzyć.

O rany jeszcze słoma. Psy muszą na czymś spać. Zabrać ją ze sobą z domu? Na ponad miesiąc? To niemożliwe. Muszę w takim razie kupić ją w Finlandii. I znowu trzeba wysłać kilkanaście maili zanim trafię na kogoś, kto mi to załatwi tam na miejscu.

Teraz karma dla psów. Ponad trzydzieści dni na miejscu plus podróż razy pól kilograma dziennie, do tego odżywki, płyny izotoniczne i przekąski razy trzydzieści psów. Jakby nie liczyć wychodzi pół tony ! Nie, na dzisiaj mam dosyć, idę spać :)

niedziela, 2 sierpnia 2009

Niepokonana


Największym moim marzeniem jest, aby całe życie obracało się wokół naszej pasji. Rodzimy się tylko raz i tylko tę jedną szansę dostajemy od życia. Od nas samych zależy jak ją wykorzystamy.
Spełnienie takiego marzenia nie jest proste, ba jest piekielnie trudne. Wielu ludzi mających ciekawe pomysły rezygnuje z ich realizacji z rozmaitych powodów. Najczęstszym przeciwnikiem jest szara rzeczywistość. Praca, która wymaga od nas coraz większego poświęcenia i związany z tym brak czasu na dosłownie wszystko, nawet na myślenie o innych sprawach niż gonitwa za zarobkiem. To przytłacza, odbiera chęci i motywację. Stan taki pogłębia się kiedy zakładamy rodzinę i pojawiają się dzieci, którym musimy zapewnić jak najlepsze warunki do życia. Gdzie tu miejsce na pasję ?

Udział w konkursie, w którym trzeba opisać siebie, wymaga spojrzenia na swoją osobę z zupełnie innej strony. Zastanowienia się jakim jestem człowiekiem, czy moje cele są faktycznie warte tego aby opowiedzieć o nich innym ludziom.
Jest to zarazem kapitalna okazja do dokonania pewnej samooceny, zastanowienia nad przeszłymi zdarzeniami, które uczyniły mnie taką, a nie inną oraz jak niewiele brakowało, a byłabym zupełnie kimś innym.
Zabawa w psie zaprzęgi niesie ze sobą pewną zdecydowaną trudność. Jest nią konieczność posiadania psów, czyli istot jak najbardziej żywych :)
I tutaj mamy do czynienia z zasadniczą trudnością – psy wymagają nieustającej opieki. Nie można ich tak jak nart, czy roweru odstawić do garażu, kiedy przestajemy ich używać.
Musimy zapewnić im dach nad głową, wyżywienie, sporą dawkę treningu i uczuć. Na pewnym etapie okazuje się, że nie możemy tak sobie wyjechać na urlop, a właściwie, że w ogóle nie mamy żadnego urlopu !
Nie jest to jednak największy problem, z tym można jakoś sobie z czasem poradzić. Najgorsze co jest związane z uprawianiem tego sportu to przemijanie. Psy niestety żyją od nas znacznie krócej. Bardzo trudno jest poradzić sobie ze śmiercią zwierzaka, z którym przemierzyło się wiele wspaniałych tras. Kilka lat temu straciliśmy naszą wspaniałą liderkę Adję, która tak naprawdę pokazała nam kim, właśnie kim nie czym, jest pies zaprzęgowy. Suczka o wspaniałej psychice i nieprawdopodobnych zdolnościach – można by o niej napisać niejednego posta.
Jej śmierć spowodowała utratę wiary w sens tego co robimy, na dodatek cale nasze stado popadło w głęboką depresję, wszak Adja była nie tylko liderem, ale także szefem wszystkich psów. Nie było mowy o treningach, czy jakiejkolwiek pracy z psami. Jednocześnie zaczynał się sezon, spadł śnieg, a my nie byliśmy w stanie ruszyć na szlak. Stado przestało reagować na bodźce. Normalnie wystarczy ruszyć jakikolwiek element sprzętu, aby psy skojarzyły, że będą biegać i już zaczyna się totalny rwetes w kojcach. Skaczą, wyją i szczekają. W tamtym czasie reakcją była tylko kompletna cisza!
Zmagaliśmy się wtedy ze strasznym pytaniem – Co dalej ?
Sprawę rozwiązało za nas jak zwykle życie. Mieliśmy podpisaną umowę na organizację imprezy integracyjnej z klientem, której nie mogliśmy zerwać, bo zwyczajnie poszlibyśmy z torbami. Musieliśmy się z niej wywiązać.
Z duszą na ramieniu z dwunastką najmocniejszych psów pojechaliśmy pracować. Bez odpowiedniego treningu za to z masą wątpliwości w głowie musieliśmy w trudnym górskim terenie przewieźć pojedynczo kilkanaście osób z jednego miejsca w drugie. Najbardziej obawialiśmy się o to czy psiaki w ogóle będą chciały biec bez swojej liderki.
Napadało strasznie dużo śniegu, pierwszą turę trzeba było przejść przed zaprzęgiem, aby choć trochę udeptać śnieg, gdyż inaczej psy zapadły by się w nim. Było bardzo ciężko. Najpierw zaprzęg z dużymi oporami w ogóle ruszył, potem zwierzaki oglądały się jeden na drugiego, nie wiedząc który ma poprowadzić. Zapowiadała się totalna klapa z imprezy. Klient lada chwila mógł zacząć się denerwować. I kiedy zdawało się już, że jest po wszystkim rolę lidera wzięła na siebie dwuletnia Saba. Dwa lata to mniej więcej o połowę za mało dla psa, by mógł wypełniać tę najbardziej odpowiedzialną rolę w zaprzęgu. Sabcia jednak podjęła to wyzwanie, a reszta psów spragniona już w tym momencie silnego przywództwa, poszła bez szemrania za nią. Tak „wróciliśmy z dalekiej podróży”, odrodził się nasz zespół, a dodatkowo Saba narodziła się po raz drugi, tym razem jako pierwszorzędna liderka, dzisiaj prowadząca największe psie zaprzęgi w naszym kraju.
Wracając we wspomnieniach do tych wszystkich historii, a ta opisana powyżej jest tylko jedną z wielu podobnych, to dochodzę do wniosku, że aby przeżyć z pasją swoje życie trzeba niekiedy naprawdę być niepokonanym.
Mnie się chyba udało !

Dziękuję!

Nadszedł moment, kiedy muszę powiedzieć te słowa – dziękuję bardzo Wam wszystkim. Dziękuję za zainteresowanie moim projektem, za głosy oddane na mojego bloga i za wszystkie dobre słowa, jakie usłyszałam przez pierwsze dni konkursu.
Dziękuję bydgoskim portalom internetowym www.infobydgoszcz.pl oraz www.enjoy.bydgoszcz.pl , a także redaktorom Gazety Pomorskiej. To dzięki zaangażowaniu bydgoskich mediów oraz wszystkich naszych przyjaciół udało się kapitalnie rozpocząć akcję promującą naszą pierwszą w historii polskiego mushingu wyprawę do dalekiej Laponii.
Jeszcze raz bardzo dziękuję!!!

czwartek, 30 lipca 2009

Niepokonani - ciąg dalszy

Oto jeszcze jeden z postów konkursowego bloga Darii.


Marzenia

Wszystko to co robię z psami wzięło się z marzeń. To one stworzyły Darię - maszerkę. Zawsze ciągnęło mnie do tego co dziś nazywamy outdoorem, a kiedy poznałam mojego męża Krzyśka, alpinistę i wioślarza wszystko nabrało przyspieszenia. Razem zaczęliśmy planować i realizować swoje kolejne plany i nawet trudna ciąża oraz wychowywanie małego dziecka nie spowodowały odejścia od takiego życia. Od czterech lat prowadzę także własną firmę i choć czasem jest naprawdę bardzo ciężko to jednak satysfakcja jaką takie życie nam zapewnia wynagradza wszystkie trudne chwile i zwątpienia.
Od dziesięciu lat zajmuję się tym sportem, od mniej więcej czterech z nastawieniem na długodystansowe wyścigi i wyprawy. W każdym sezonie przejeżdżam psim zaprzęgiem 2,5 - 3 tysiące kilometrów na treningach. Razem z Krzyśkiem przejechaliśmy wiele polskich lasów wzdłuż i wszerz . Na co dzień trenujemy w Puszczy Bydgoskiej, Borach Tucholskich i Puszczy Noteckiej. Jesteśmy częstymi gośćmi w Bieszczadach czy Borach Raciborskich. Dlatego dzisiaj jestem wreszcie gotowa podjąć się realizacji jednego z moich marzeń, a jest nim objechanie dookoła po zamarzniętej tafli, jeziora Inari w Finlandii.
To najdalej położone na północ europejskie jezioro od dawna rozbudza moją i Krzyśka wyobraźnię. Już kilka lat temu obraliśmy je za cel jednej z naszych przyszłych wypraw. Dzisiaj jesteśmy gotowi zmierzyć się z tym projektem.
Ponad 3000 kilometrów linii brzegowej, 3300 wysp, 300 kilometrów na północ od koła podbiegunowego w subarktycznym klimacie, a od listopada do czerwca skuwa je lód.
Jak dla nas wystarczy powodów, by je objechać dookoła.
Wyprawę planujemy na marzec 2010. Będzie to pierwsza polska wyprawa psimi zaprzęgami w ten rejon w ogóle. Dodatkowo stanę się pierwszą polską maszerką, która tego dokona. Ponadto weźmie w niej udział nasz dziewięcioletni syn Kacperek, który będzie brał udział we wszystkich naszych przygotowaniach i jednodniowych rekonesansach po jeziorze.
W trakcie prowadzonej non stop akcji planujemy pokonać pętlę długości około 500 kilometrów. Non stop oznacza w tym przypadku, iż jedziemy wytrenowanym systemem
bieg - odpoczynek. W praktyce to – 5 godzin jazdy, 5 godzin odpoczynku. Naturalnie te czasy dostosujemy do warunków pogodowych. Taki system wymusza jazdę także w nocy, ale do tego my i nasze psy jesteśmy dobrze przygotowani. Przy takim trybie działania powinniśmy skończyć pętlę w ciągu trzech - czterech dób.
Realizacja tego planu jest wstępem do spełnienia naszego wielkiego marzenia, jakim są wspólne starty w najdłuższym bezetapowym wyścigu psich zaprzęgów w Europie Finmarkslopet na dystansie 1000 kilometrów. Ten wyścig to kwintesencja mushingu, brak etapów, jedynie konieczność zaliczenia punktów kontrolnych na trasie, jazda non stop, dzień i noc w totalnym oderwaniu od rzeczywistości, a do tego rywalizacja z innymi.
Najbardziej niesamowitym składnikiem dlugodystansowych wyścigów, czy wypraw jest to fantastyczne zatracenie się w chwili obecnej, w całkowitym skupieniu na sobie, psach i drodze do przebycia. A wszystko to w kompletnej samotności i nieprawdopodobnym kontakcie z naturą. Nigdzie nie poczujemy takiej z nią jedności jak w takich chwilach.

środa, 29 lipca 2009

Niepokonani

Zrobiliśmy długą przerwę na blogu, ponieważ rozpoczęliśmy przygotowania do najważniejszej wyprawy przyszłej zimy. Jednym z ich etapów jest udział bloga Darii w konkursie Ibuprom Dla Niepokonanych. Jest to rywalizacja blogów opisujących pasje i związane z nimi marzenia uczestników. Stawką jest 50 000 zł, dla zwycięzcy wytypowanego przez jury oraz 3 nagrody po 10 000 zł dla prac, które zebrały największą ilość głosów.
Głosować można raz dziennie do 24 sierpnia. Zapraszamy do odwiedzin na naszym konkursowym blogu http://syberiada.dlaniepokonanych.pl/

A oto próbka konkursowej twórczości :)


Opowiem Wam jak to się zaczęło

Dobre dziesięć lat temu pojechaliśmy z moim mężem, oczywiście „tylko obejrzeć” ładniutkiego sześciotygodniowego szczeniaczka siberian husky. Skończyło się na wpłaceniu zaliczki i tydzień później malec dumnie wkroczył w nasze życie. Nazwaliśmy go Nanook.
Zanim do tego doszło pochłonęliśmy całą dostępną wówczas literaturę dotyczącą psich zaprzęgów i wydawało się nam, że wiemy mniej więcej coś na ten temat. Naturalnie dużo więcej było tego „mniej”, ale o tym przekonaliśmy się znacznie później.
W każdym razie tamtego listopadowego dnia nie zdawaliśmy sobie w najmniejszym nawet stopniu jak radykalnie zmienia się nasze życie.
Dzisiaj Nanook jest już emerytem, który pokonał raka, w naszym stadzie żyje i pracuje 30 psów, a my jesteśmy trochę doświadczonymi maszerami (tak nazywają się ludzie prowadzący psie zaprzęgi).
Mushing przekonał mnie do siebie tym, że trzeba w nim wejść w zupełnie inny wymiar kontaktu z psami, wymiar raczej niedostępny dla ludzi mających „zwykłe” psy. Nigdy wcześniej posiadając różne zwierzęta nie miałam z nimi takich relacji jak z moimi zaprzęgowcami.
Ponadto jest to zdecydowanie sport ekstremalny, a jak wiadomo adrenalina uzależnia.
Stopniowo rodziły się plany na przyszłość, startowaliśmy w wyścigach na sprinterskich dystansach i sami je także organizowaliśmy, ale gdzieś w głowach tliła się już myśl, że to mało, że nie o to nam chodzi.
Wtedy zaczęły się nasze wyprawy. Początkowo takie krótkie 30-40 kilometrów, potem co raz dalej i dalej. Dzisiaj robimy przeciętnie w sezonie zimowym około 3000, a dobowe przebiegi w granicach 120 km nie są rzadkością.
Mushing jest dyscypliną dającą mnóstwo możliwości znalezienia własnej drogi realizowania siebie. Moja to wyprawy i starty w długodystansowych zawodach.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...