sobota, 2 kwietnia 2011

Femundlopet 400 i Finnmarkslopet 500 w jednym sezonie

W lutym i marcu 2012 dwa nasze zaprzęgi wystartują w najdłuższych wyścigach psich zaprzęgów w Europie. Na Femundlopet będziemy pierwszymi Polakami, a na Finnmarkslopet Daria wystartuje jako pierwsza Polka.
Jeszcze nigdy żaden zaprzęg z Polski nie brał udziału w dwóch długodystansowych wyścigach w jednym sezonie. Spróbujemy tego dokonać!

poniedziałek, 21 marca 2011

Rok temu było tak

23 marca 2010 o godzinie 12.45. jako pierwsi Polacy zamknęliśmy pętlę wokół jeziora Inari.
To nasz ogromny sukces, będący ukoronowaniem lat trudnych przygotowań, lat planów i marzeń.

Pięć lat temu siedząc nad mapą Finlandii po raz pierwszy ujrzeliśmy to fantastyczne jezioro. Wtedy pojawiła się pierwsza myśl, by kiedyś objechać je dookoła po zamarzniętej tafli.
W 2005 roku było to jednak dla nas zbyt trudne zadanie. Mieliśmy za mało psów i doświadczenia by podjąć się takiego wyzwania. Ale w naszych głowach zagościło na stałe pragnienie jego zrealizowania.
Od tamtej pory przygotowywaliśmy się do naszej wyprawy. Kompletowaliśmy stopniowo psi team, sprzęt i doświadczenie organizując wyprawy po polskich puszczach.
Wreszcie nadszedł dzień, kiedy stwierdziliśmy, że jesteśmy gotowi.

Inarijarvi okazało się dokładnie tym, czym było w naszych wyobrażeniach. Fantastycznie pięknym jeziorem z nieprawdopodobnym labiryntem wysp i totalnie skomplikowaną linią brzegową.
Pojechaliśmy tam aby zmierzyć się z Północą. Zobaczyć na własne oczy wszystkie jej atrybuty. Wielki mróz, silne wiatry, ale też piękną słoneczną pogodę, zorzę polarną i ogrom śniegu.
Wszystkiego tego doznaliśmy. W ciągu trwającego trzy doby biegu wokół jeziora Północ pokazała nam wszystkie swoje oblicza. Spaliśmy w namiocie przy trzydziestostopniowym mrozie, jechaliśmy naszymi zaprzęgami przy minus dwadzieścia pięć w dzień i w nocy, ale także prażyliśmy się w niemal upalnym słońcu w środku dnia, kiedy to straszliwie dręczyło nas pragnienie.

Ostatniej nocy na jeziorze natura rzuciła do akcji swoją najpotężniejszą broń – wichurę.
Tamtej nocy wiało około 100 km/h. Nie byliśmy w stanie rozbić namiotu, gdyż on robił wszystko, żeby odlecieć w mrok nocy. Psy zasypywał nawiewany zewsząd śnieg. Nie było jak natopić śniegu, ąby mieć wodę dla psów i siebie. Tkwiliśmy na otwartej przestrzeni bez możliwości ukrycia się za jakąś wyspą, których jak na złość nie było w ogóle w tym rejonie.
To był najbardziej dramatyczny moment całej wyprawy.

W końcu udało nam się przykryć psy polarowymi kocami, które mieliśmy specjalnie na takie właśnie okazje, a nam samym ukryć się w ułożonym za saniami jak płachta biwakowa namiocie i dotrwać do świtu, czyli mniej więcej piątej rano.
Wtedy to ujrzeliśmy widok, który dosłownie nas zmroził. Psy w całości pokryte były lodową skorupą. Nawiewany na nie śnieg w styku z ciepłym ciałem psa topił się, a następnie zamarzał. W ten sposób powstała lodowa skorupa. Zwierzaki leżały na resztkach słomy, bardzo ciasno zwinięte w kłębek i kompletnie bez ruchu. To był jedyny moment, kiedy mieliśmy wątpliwości, czy damy radę.

W pewnym momencie weteran Moli, najstarszy pies w całym zespole – 9 lat, podniósł się zwyczajnie i na dodatek dla rozgrzewki zaczął się tarzać po śniegu. Momentalnie całe napięcie minęło. Wiedzieliśmy, że wszystko będzie dobrze. Szybko ruszyliśmy naprzód, żeby znaleźć się w bardziej przyjaznym miejscu.
Tego dnia Północ pokazała nam jeszcze jedno oblicze. Wichura przyniosła niż i zrobiło się ciepło – ok.0 stopni – i przez moment padał nawet deszcz.

Inarijarvi Expedition 2010 to spełnienie naszych marzeń, to bezcenne źródło wiedzy o mushingu, Północy, psach i o nas samych. To wreszcie niesamowite źródło motywacji do realizacji naszych przyszłych projektów, które są już dość ściśle rozpisane. Po takiej wyprawie wiele spraw staje się oczywistych i przestaje być problemem. I tak właśnie miało być!

sobota, 19 lutego 2011

Długie dystanse cz.2

Długie godziny treningów, często w trudnych warunkach, mrozie, śniegu, czasem deszczu i błocie. Do tego cała masa pracy na zewnątrz nie zależnie od pogody, pory dnia i roku, bez urlopów i wolnych weekendów, czy świąt. Tak wygląda w skrócie nasze życie.

Pytanie tylko - po co?
Często je słyszymy, niemal każdy kto nas odwiedza je zadaje.

Odpowiedź na nie nie jest prosta. To, że żyjemy w taki właśnie sposób wynika z wielu czynników.
Po pierwsze musi się w naszym życiu coś dziać, musimy mieć jakiś cel i to najlepiej bardzo trudny do osiągnięcia.
Po drugie pragniemy naprawdę przeżyć swe życie i to na maksymalnie wysokich obrotach, a do tego musimy być sami w centrum wydarzeń. Zdecydowanie nie wystarcza nam podziwianie osiągnięć innych.

Przede wszystkim jednak, chyba najważniejsze jest w tym stworzenie sobie samemu możliwości dojścia do celu. Jest taki moment w ekstremalnych działaniach, kiedy człowiek nagle zdaje sobie sprawę, że zrobił wszystko co w jego mocy, aby dać sobie szansę na sukces. Wtedy nadchodzi wielki spokój, pewność, że jestem zdolny zrealizować swój plan, że potrafię tego dokonać i jeśli na drodze nie pojawią się niezależne ode mnie okoliczności to dojdę do celu.

Ten spokój powoduje, że stajemy się szczęśliwi, zdecydowani. Nie roztrząsamy, czy zrobić tak, czy może inaczej. Zwyczajnie robimy swoje, a jeśli będziemy mieli szczęście to osiągniemy cel. Ale nawet kiedy nam się nie powiedzie, to śmiało powiemy sobie - zrobiliśmy wszystko, zabrakło trochę farta.

Dawno temu powiedziano, że nie dojście do celu jest najważniejsze, ale sama droga do niego i tak właśnie jest. Znajdź dla siebie możliwie najlepszy cel w swoim życiu, a potem zrób wszystko, aby go osiągnąć. Być może któregoś dnia będziesz mógł powiedzieć - tak jestem szczęśliwym człowiekiem, bo odnalazłem swoją drogę i pewnie nią podążam.
My ją znaleźliśmy!

To jest jedna z odpowiedzi, dlaczego właśnie psie zaprzęgi i długie dystanse.

poniedziałek, 7 lutego 2011

T-shirt - kup i pomóż spełnić marzenia!

Zrobiliśmy własną koszulkę, którą zamierzamy sprzedawać, aby w ten sposób zdobywać środki na naszą działalność. Od teraz możecie je kupować i jednocześnie stawać się naszymi sponsorami!




Koszty przygotowań do długodystansowych wyścigów są, co tu ukrywać, duże i dlatego musimy szukać partnerów i sponsorów.
Będziemy teraz robić wszystko co w naszej mocy, aby w przyszłym sezonie wystartować w dwóch długodystansowych wyścigach w Norwegii - 400 kilometrowym Femundlopet i 500 kilometrowym Finnmarkslopet. Stanie się to możliwe jeśli zdobędziemy pieniądze na opłaty startowe, wyjazdy, wynajęcie domu w Skandynawii i całe przygotowania zarówno w Polsce jak i tam na miejscu. Wg naszych wyliczeń kwota jaką musimy dysponować to 60 tysięcy zł. Zyski ze sprzedaży koszulek mogą jakąś część tej kwoty zapewnić.
Pomożecie?!

Koszulki są wysokiej jakości wyrobami firm Fruit of the Loom oraz Stedman o gramaturze 195 i 205 gr/m2.

Na koniec każdego miesiąca spośród wszystkich kupujących losować będziemy jedną osobę, która wraz z osobą towarzyszącą weźmie udział w jednym z naszych Husky Adventure. Oczywiście gratis:)

niedziela, 6 lutego 2011

Długie dystanse cz.1

Dzisiaj dojechały na metę najszybsze zespoły norweskiego wyścigu Femundlopet. Wyjechały na 600 i 400 kilometrowe trasy odpowiednio 3 i 4 lutego. Zatem na metę dotarły po 3 i 2 dobach. Zaprzęgi jak widać pokonywały 200 km w czasie jednej doby, średnio.

Wczoraj wystartował także jeden z najdłuższych wyścigów na świecie Yukon Quest. Owiany legendą, rozgrywany w Kanadzie i na Alasce, na 1000 milowym dystansie. Marzenie wielu maszerów.
Tam także psy pokonywać będą ok. 200 km dziennie.

Nie inaczej będzie także na startującym 12 marca Finnmarkslopet.

Długodystansowe wyścigi są najbardziej prestiżową, najbardziej wymagającą i ekscytującą formułą mushingu. Kwintesencją psich zaprzęgów.
To na kilkuset, czy ponad tysiąc kilometrowych dystansach mamy okazję poznać siebie i swoje psy. Tylko tam psie zaprzęgi stają się sportem naprawdę ekstremalnym!
Duży mróz, ogromny dystans i straszliwe niekiedy zmęczenie pozwalają człowiekowi poznać swe własne granice. I dotrzeć do nich, a często także przesunąć dużo dalej.

W długich dystansach trzeba mieć ogromną motywację, wielką cierpliwość i być gotowym na znoszenie niewygód przez dłuższy czas.
Wyścig trwa, jeśli mamy szybki zaprzęg, zależnie od dystansu od kilku do kilkunastu dni, ale żeby się do niego przygotować musimy wcześniej pokonać podczas treningów 2-4 tysiące kilometrów. Zakładając, że psy na treningu pobiegną ze średnią prędkością 15km/h to mamy od 133 do 266 godzin bezustannej jazdy.

Trening musi zostać zrealizowany od połowy września do początku lutego!
Często w błocie, deszczu, głębokim śniegu lub po lodzie. W mrozie, ale i w zbyt ciepłej pogodzie, kiedy wiele kilometrów musimy przebiec obok zaprzęgu, aby pomóc psom.
Potrzeba na to kupę czasu, zdrowia i szczęścia, abyśmy mogli zrealizować cały plan.

Dopiero wtedy jedziemy na wyścig, który staje się swoistą wisienką na torcie. Wyścig, w czasie którego będziemy mogli sprawdzić, czy wszystko zrobiliśmy jak trzeba.

piątek, 4 lutego 2011

Życiowa forma!

Mamy w tej chwili jeden z najlepszych okresów naszego zaprzęgowego życia. wszyscy są zdrowi, zarówno psy jak i ludzie, bardzo dużo trenujemy, a właściwie to chyba nigdy nie trenowaliśmy tak dużo jak teraz. Jeździmy na coraz dłuższych trasach i z coraz większymi prędkościami. Pod względem sportowym wszystko układa się fantastycznie.
Psy są w absolutnie życiowej formie!

Nareszcie też udało nam się tak "skonfigurować" zaprzęgi, że prezentują identyczny poziom sportowy, a treningi dosłownie zamieniły się w wyścigi. Psy rywalizują między sobą i cały czas jeden zaprzęg stara się wyprzedzić drugi!

Jeździmy bardzo dużo kilometrów, choć już nie odrobimy strat ze stycznia, kiedy odwilż i deszcze uniemożliwiły nam w ogóle wejście do lasu. Mamy jednak nadal szansę zakończyć ten sezon z życiowym wynikiem pokonanych kilometrów.

W tym sezonie będzie to jedyne nasze sportowe osiągnięcie, bowiem postanowiliśmy zrezygnować z jakiegokolwiek wyjazdu, aby mieć więcej czasu na przygotowania do zasadniczej części naszego projektu. Nie zrobimy w tym sezonie żadnej wyprawy do Laponii, bo musimy się zbroić!
Niebawem nasze suczki rozpoczną cieczkę i wreszcie dwie z nich będą miały dzieci. Anga i Sami razem z Kleinem zostaną rodzicami psiaków, które powinny wyznaczyć nowy kierunek w naszym kenelu.
Marzec to najlepszy moment na ciążę, bo maluchy przyjdą na świat w maju i najbardziej zwariowany okres ich życia przypadnie na lato, a do zimy będą już całkiem duże.
Więcej szczegółów z naszych tegorocznych planów już w następnym poście.

piątek, 28 stycznia 2011

Zaprzęgowe weekendy

Po sporej przerwie powracamy do organizowania dwudniowych Husky Safari, których nie robiliśmy od ponad roku.
Wcześniejsza baza, którą wynajmowaliśmy w Borach Tucholskich, na dłuższą metę okazała się zbyt odległa od domu, co zwłaszcza w trakcie bardzo śnieżnej poprzedniej zimy okazało się sporym problemem (dwie godziny jazdy w jedną stronę).
Od tamtego czasu szukaliśmy wartego zaufania miejsca gdzieś w naszym pobliżu. No i wreszcie udało się. Nawiązaliśmy współpracę z ośrodkiem w Wiktorowie znajdującym się około 20 km od nas.
Tam będziemy teraz kwaterować i stołować naszych gości, a wycieczki odbywać będziemy w lasach wokół naszej wioski, tak jak i wszystkie inne.

Zapraszamy serdecznie na dwudniowe spotkania z naszymi psami. Organizujemy je zarówno w weekendy jak i inne dni tygodnia. W ich trakcie podróżować będziecie zaprzęgami jako pasażerowie, ale także spróbujecie swoich sił samodzielnie prowadząc zaprzęg!
Do zobaczenia na szlaku.

środa, 12 stycznia 2011

Rasti


Odwilż zatrzymała nas w domu prawdopodobnie na cały bieżący tydzień, bo w lesie nie da się teraz pojechać na niczym, ani na saniach, ani na wózkach. Mamy dzięki temu czas pociągnąć dalej temat naszych psów.
Poprzednio opisaliśmy Kleina, dzisiaj nadszedł czas na jego partnerkę z pierwszej pary zaprzęgu Krzyśka, Rasti.

To jedna z pięciu najmłodszych członków naszego zespołu. Jej rodzeństwem są Ruka, Balto, Bongo i Kaksi. Wszyscy mają 2,5 roku. Ich matką jest Anga, a ojcem Inari.
Takie pochodzenie daje w zasadzie gwarancję dobrego biegania i u tej piątki tak właśnie jest!

Rasti z przyczyn losowych miała nietypowe wejście do zaprzęgu. Kiedy już zaczęła biegać to razem ze swoją siostrą i matką rozpoczęła cieczkę, która wyeliminowała ją z treningu na dobre trzy tygodnie, a później zawaliło nas śniegiem tak bardzo, że zrobienie kilku kilometrów było ciężką walką, a nie bieganiem. Nic gorszego nie mogło się przydarzyć młodemu psu.

Tymczasem wielkimi krokami zbliżał się termin wyjazdu na wyprawę, a wraz z nim dylemat, czy zabierać Rasti i Rukę ze sobą. W przypadku Ruki odpowiedź przyszła sama. Ta malutka suczka nie radziła sobie zupelnie z głębokim śniegiem, więc nie mieliśmy wątpliwości. Została w domu. Jej czas nadszedł w następnym sezonie.

Rasti natomiast, niewiele większa od Ruki, walczyła ze śniegiem z taką determinacją i wytrwałością, że ostatecznie nie mieliśmy sumienia jej zostawić. Mimo, iż na treningach wybiegała przed wyjazdem zaledwie 60 km.
Wyszliśmy z założenia, że pobiegnie tak długo, jak długo będzie sobie radzić. Kiedy osłabnie, to dalej pojedzie w saniach. Rasti waży 18 kg, więc nie byłaby zbyt wielkim obciążeniem dla zespołu.

Na wyprawie stało się jednak inaczej. Rasti znakomicie wytrzymała trudy niemal trzystu kilometrowego biegu, a mało tego kończyła go już jako liderka razem z Kleinem.
Nigdy wcześniej nie spotkaliśmy się z taką sytuacją, żeby pies bez przygotowania dal sobie tak znakomicie radę i to w tak trudnych warunkach.

Dzisiaj Rasti jest już w pełnym sensie liderem, bardzo zdecydowanie i bez zawahań prowadzącym zaprzęg. W czasie pracy jest niezwykle skoncentrowana, a biega równym, wysokim tempem, które potrafi trzymać długo bez rwania go, bez gwałtownych przyspieszeń, które są najbardziej męczące.
Brakuje jej jeszcze umiejętności reagowania na komendy prawo, lewo, ale na to ma jeszcze czas. prowadzenie zaprzęgu wg komend maszera to najtrudniejsza psia umiejętność, ale biegając z Kleinem ma ogromne szanse szybko się tego nauczyć.
Jest najmłodszym liderem jakiego mieliśmy w naszym stadzie. co bardzo nas cieszy, bo liderzy nasi się starzeją i kiedyś inne psy będą musiały przejąć ich role. Pierwszego już mamy.

Poza jej zaprzęgowymi umiejętnościami Rasti to bardzo sympatyczne, wesołe zwierzątko, którego towarzystwem będziemy się bardzo długo cieszyć.



piątek, 7 stycznia 2011

Odwilż

Trzeba przyznać, że cały grudzień i pierwsze dni stycznia mieliśmy, jak nigdy dotąd, fantastyczne zimowe warunki do treningu i pracy. Wykorzystaliśmy je znakomicie i na naszym koncie przybyło sporo kilometrów, tym bardziej wartościowych, że przebytych na saniach.

Od dzisiaj jednak przyjemności się skończyły. Na jakiś czas przynajmniej. Przyszła totalna odwilż z opadami deszczu na dodatek i większość naszych planów będzie musiała poczekać.
W lesie panują w tej chwili ekstremalne warunki spowodowane dużą ilością lodu i pokrywającej go wody. Jakakolwiek działalność zaprzęgowa to w tej chwili jedynie wielkie ryzyko złapania kontuzji przez psy, a problemów z ich zdrowiem mamy na razie dosyć.

Jesteśmy zmuszeni zrobić przerwę w treningach, oby jak najkrótszą. Wykorzystamy ją na prace przy sprzęcie, szyciu butów dla psów, chcemy też wreszcie zrobić nowe liny, bo na starych pracujemy już od wyprawy i są nieco sfatygowane. Jak zwykle nie będziemy się nudzić. Tym bardziej, że roztapiający się śnieg zalewa kenel wodą, więc spróbujemy się go pozbyć.
Jak zwykle w kenelu jest mnóstwo prac do wykonania :)

wtorek, 4 stycznia 2011

Pierwszy trening w nowym roku

Wczoraj zrobiliśmy z psami pierwszy trening w nowym 2011 roku. Było wspaniale! Nasze husky są w znakomitej formie, pogoda również dopisała i mieliśmy ciekawe spotkanie z leśną zwierzyną :)







Bliskie spotkania trzeciego stopnia z dzikami :) Ten na zdjęciu był ostatnim maluchem przechodzącym przez drogę ze stada liczącego około 20 sztuk.







Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...