poniedziałek, 14 września 2009

Express Bydgoski o nas


"Tańcząca z „haszczakami”

Blogów o marzeniach silniejszych od wszystkiego było 2700.
Ich był najbardziej przekonujący

Ewa Czarnowska-Woźniak, Poniedziałek, 14 Września 2009

Nowakowskich można by słuchać godzinami, a i tak nie ogarnie się ich pasji. Daria, Krzysztof i Kacper - ludzie, których natychmiast się lubi. Nie, jednak najpierw się ich podziwia.


Daria Nowakowska podczas treningu. Laureatka konkursu jest też piękną, szczupłą, młodą kobietą. Fot. Krzysztof Nowakowski


Wszystko robią razem. Ale to Daria stanęła do konkursu na blog, opisujący życiowe pasje, organizowanego przez producenta leku przeciwbólowego. W internetowym konkursie, do którego stanęło 2700 autorów z całej Polski, zwyciężyło pięć kobiet. Najwyżej oceniono zaś bydgoszczankę - „za oryginalność pasji, umiejętność dzielenia się nią z innymi oraz determinację i chęc jej rozwijania”.

Skromność i pasja

Pani Daria, kiedyś wielka miłośniczka koni, dziś jest jedyną kobietą w Polsce powożącą zaprzęgiem, w którym biegnie 12-14 psów. Żona Krzysztofa, alpinisty i wioślarza. Mama 9-letniego Kacpra, wiernego towarzysza wypraw rodziców. Współwłaścicielka sfory 29 psów husky. Podmiotu życia i przedmiotu utrzymania, bo prowadzona przez nich firma zajmuje się organizowaniem wszelkiego rodzaju letnich i (zwłaszcza) zimowych imprez, na których można albo uczyć się mushingu (powożenia psim zaprzęgiem), albo korzystać z jego uroków z wysokości pasażerskiego wózka.

Laureatka jest też niebywale skromna. Wspominając finał konkursu podkreśla, jak wielkie wrażenie wywarły na niej dokonania innych ludzi, jak dużo dały spotkania z niezwykłymi pasjonatami. - Dowiedziałam się, że są maratony w śniegach Alaski, że biega się je także w Afryce, na asfalcie... Niezwykłe jest też to, co robi Elżbieta Świączkowska, która wygrała głosowanie internautów - organizuje skoki spadochronowe, gdzie w tandemie jest chore na raka dziecko. Oprócz niebywałej frajdy, przełamania montonii życia pod kroplówką, dzieci mają po takim doświadczeniu lepsze wyniki medyczne.

Opowiada, że pisząc blog, nie chciała nikogo zamęczać szczegółami technicznymi, chciała oddać sposób, w jaki husky przewartościowały jej życie, pokazać, że mushing to nie tylko sport, ale właśnie styl życia. Dołączyć do tych, którzy wiedzą, jak ważne jest posiadanie pasji. - A cóż jest piękniejszego od jazdy dużym zaprzęgiem przez zaśnieżony las? Psy biegną kłusem, wokół słychać tylko oddechy psów i szum sań na śniegu. Wydajemy też ciche komendy, bowiem sforą kieruje się wyłącznie głosem, nie ma żadnych batów. Ja wołam „prawo”, „lewo”, mąż - „dżi” i „ha”, tak jak większość maszerów na świecie, tak jak robią to Eskimosi - tłumaczy zwyciężczyni.

Hodowla zaczęła się w bloku

Zaczęło się niewinnie. Oboje chcieli mieć psa. Padło na husky. Pojechali do hodowli do Kwidzynia, wrócili ze szczeniakiem Nanookiem, na punkcie którego zupełnie oszaleli. Do tego stopnia, że kiedy Daria leżała w szpitalu na podtrzymaniu ciąży, w bydgoskim bloku bez windy na IV piętrze pojawił się następny pies. Mieli już małego synka, gdy dołączyły kolejne dwa „haszczaki”. Wiedzieli, że tak dalej się nie da - ich nowym adresem stała się wioska pod Łabiszynem, odcięta od świata i ludzi. - Czasem aż za bardzo - śmieją się. Teraz jest tam 29 psów husky, w tym kilkanaście adoptowanych od ludzi, którzy bez przygotowania sprawili sobie „pluszaki”, z którymi sobie nie poradzili. To Nowakowscy organizowali w Myślęcinku pierwsze sprinterskie wyścigi zaprzęgów. Sprint to nie jest jednak, według nich, dystans zgodny z naturą husky. - Trzeba im ustawiać trening dokładnie pod czas biegu konkursowego. A one chcą biegać dłużej. My też chcieliśmy - tumaczy Krzysztof Nowakowski.

Chcemy spełnić nasze marzenie


„Od dziesięciu lat zajmuję się tym sportem, od mniej więcej czterech z nastawieniem na długodystansowe wyścigi i wyprawy” - napisała Daria Nowakowska w zwycięskim blogu. - „W każdym sezonie przejeżdżam psim zaprzęgiem 2,5-3 tysiące kilometrów na treningach. Razem z Krzyśkiem na co dzień trenujemy w Puszczy Bydgoskiej, Borach Tucholskich i Puszczy Noteckiej. Dlatego dzisiaj jestem wreszcie gotowa podjąć się realizacji jednego z moich marzeń, a jest nim objechanie dookoła - po zamarzniętej tafli - jeziora Inari w Finlandii. To najdalej położone na północ europejskie jezioro od dawna rozbudza moją i Krzyśka wyobraźnię. (...) Ponad 3000 kilometrów linii brzegowej, 300 kilometrów na północ od koła podbiegunowego w subarktycznym klimacie, a od listopada do czerwca skuwa je lód. (...) Wyprawę planujemy na marzec 2010. Będzie to pierwsza polska wyprawa psimi zaprzęgami w ten rejon w ogóle. Dodatkowo stanę się pierwszą polską maszerką, która tego dokona. Ponadto weźmie w niej udział nasz dziewięcioletni syn Kacperek - będzie uczestniczył w przygotowaniach i rekonesansach. (...) W trakcie prowadzonej non stop akcji planujemy pokonać pętlę długości około 500 kilometrów. Non stop oznacza, iż jedziemy wytrenowanym systemem bieg - odpoczynek. W praktyce to 5 godzin jazdy, 5 odpoczynku. Taki system wymusza jazdę także w nocy, ale do tego my i nasze psy jesteśmy dobrze przygotowani. Przy takim trybie powinniśmy skończyć pętlę w ciągu trzech-czterech dób. Realizacja tego planu jest wstępem do spełnienia naszego wielkiego marzenia, jakim są wspólne starty w najdłuższym bezetapowym wyścigu psich zaprzęgów w Europie - Finmarkslopet, na dystansie 1000 kilometrów. Ten wyścig to kwintesencja mushingu, brak etapów, jedynie konieczność zaliczenia punktów kontrolnych na trasie, jazda non stop, dzień i noc w totalnym oderwaniu od rzeczywistości, a do tego rywalizacja z innymi...”

Daria i Krzysztof nie tylko chcą dojechać do mety Finmarkslopet, pragną zająć dobre miejsce. Wierzę, że im się uda. Żałuję, że to tylko krótka rozmowa. Mam szeroko otwarte oczy, gdy opowiadają, jak to jest, gdy przed saniami nagle staje łoś, a psy mają ochotę zapolować. Śmieję się z ich historii o polskich zimach, gdy czasem śnieg topnieje w trakcie treningu. Kiedy już wrócą znad Inari, z filmem i materiałem do książki Krzysztofa, muszę ich spotkać jeszcze raz.


WARTO WIEDZIEĆ

* Zwycięski blog Darii Nowakowskiej: http://syberiada.dlaniepokonanych.pl

wtorek, 8 września 2009

Wielki sukces !!!

Stało się! Konkursowy blog Darii i wszystkie jej zaprzęgowe pasje i marzenia zostały najwyżej ocenione z pośród wszystkich projektów startujących w konkursie!
Konkurencja była naprawdę zacna i komisja nie miała ponoć łatwego zadania, jednak "za niezwykle interesujące przedstawienie swojej pasji mushingu, czyli powożenia psim zaprzęgiem oraz ogromną determinację w realizacji marzeń i rozwijaniu swoich zainteresowań" to Daria została zwyciężczynią konkursu Ibuprom Dla Niepokonanych!!!
Jest to jak dotąd nasz wspólny największy sukces w naszym zaprzęgowym życiu, który na pewno da nam ogromny pozytywny impuls do dalszego działania i realizacji naszych planów. Na dodatek bardzo nas to osiągnięcie przybliżyło do wyjazdu na wyprawę wokół Inarijarvi.

Ta nagroda to także wielka promocja mushingu w Polsce. W trakcie uroczystości podkreślano, że psie zaprzęgi kojarzą się wszystkim ze Skandynawią, czy Alaską, a tymczasem u nas w Polsce znaleźli się ludzie z wiedzą, doświadczeniem oraz wielkimi ambicjami i pasją do podnoszenia swojego maszerskiego poziomu i dążenia do jak najlepszych wyników w przyszłości.
Po latach ciężkiej pracy z psami, latach pełnych wyrzeczeń, stresów i niepewności odnieśliśmy fantastyczny sukces, który nadał ostatecznie sens wszystkim naszym działaniom.

Bardzo dziękujemy za dobre słowa, które usłyszeliśmy w trakcie konkursu od różnych ludzi i jeszcze raz szczerze gratulujemy wszystkim nagrodzonym.



Pan Prezes wręcza nagrodę



Nagrodzeni i organizatorzy



Zwycięzcy jeszcze raz razem



Pierwsze wywiady

środa, 2 września 2009

Finałowa piątka


Musimy się pochwalić, że w konkursie Ibupromu blog Darii znalazł się w finałowej piątce wybieranej przez jury. Jak na taki ogrom ludzkich pasji, wyrażony na ponad 2700 blogach, to chyba spore osiągnięcie. Jest to także potwierdzeniem dużego zainteresowania jakim mushing cieszy się wśród ludzi oraz tak naprawdę jakie istnieją możliwości jego promowania i poszukiwania partnerów do tego typu projektów.
Daria znalazła się w pierwszej piątce w zacnym towarzystwie ludzi realizujących swe bardzo różne pasje.

Pierwszego września stawiliśmy się w warszawskim hotelu Polonia Palace, gdzie odbyło się finałowe spotkanie wspomnianej piątki finalistów. Spędziliśmy tam bardzo miłe przedpołudnie opowiadając szacownemu jury o naszym projekcie. Później była okazja na poznanie konkurentów i rozmowy. Zwycięzca zostanie ogłoszony jutro.

poniedziałek, 24 sierpnia 2009

Trzymajcie za mnie kciuki!!!


Drodzy uczestnicy konkursu, dzisiaj jeszcze jesteśmy dla siebie konkurentami. Ścigamy się na ilość głosów, rywalizujemy swoimi pomysłami, marzeniami, o nagrodę główną, ale ten konkurs za chwilę dobiegnie końca. Konkurs się zakończy, a ja będę kontynuować swoją drogę do marzeń, do realizacji pasji i planów. Mój projekt to coś więcej niż tylko dobra zabawa, to całe życie moje i mojej rodziny. Być może jesteśmy „wariatami”, ale takie życie nas kręci i tak żyjemy i żyć będziemy. Dawno temu rozpoczęłam już przygotowania do wyprawy, którą rozpocznę tej zimy. A może nawet przygotowywałam się do niej przez całe swoje życie.
Wreszcie wyruszę na szlak, aby postawić kropkę nad i w mojej pasji, aby dać puentę swojemu życiu. Inari to jednak tylko początek, to brama do dalszych działań i mam nadzieję kolejnych sukcesów. Realizacja tego projektu pozwoli mi w praktyce zobaczyć czego jeszcze mi brak, aby wziąć udział w największych europejskich wyścigach psich zaprzęgów i nie być jedynie ich uczestniczką, ale mieć także szansę walki o jak najlepszą pozycję. Będzie to tym ciekawsze, że nie próbowała tego jak dotąd żadna Polka.

Także dla mojego męża to spełnienie marzeń i pretekst do skończenia pisanej przez niego książki mówiącej o innym niż znają wszyscy życiu, pełnym pasji i upartego dążenia do spełnienia marzeń pomimo, że często kosztuje to bardzo dużo. Ale na pewno warto tak żyć.
Ponadto zamierzamy z wyprawy przywieźć nakręcony przez nas samych film i z nim odwiedzić parę festiwali, dzięki czemu pokażemy w Polsce zupełnie inne oblicze mushingu niż na co dzień czynią to polskie kluby psich zaprzęgów.
Dzięki udziałowi w tym konkursie miałam okazję poczytać kilka naprawdę ciekawych blogów, życzę ich autorom powodzenia w realizacji marzeń i trzymam za nich kciuki.
O to samo proszę wszystkich tych, którym spodobał się mój projekt i oczywiście zapraszam na www.syberiada-adventure.blogspot.com gdzie na bieżąco opisuję wszystkie przygotowania do wyprawy.
Dziękuję również za zainteresowanie moją pasją, wszystkie dobre słowa oraz oczywiście Wasze głosy!
Pozdrawiam serdecznie :)

czwartek, 20 sierpnia 2009

Sprzęt i inne niezbędne rzeczy

Już zaczynam myśleć o sprzęcie, który będzie niezbędny na wyprawie. Najpierw samochód. Bez niego się tam nie dostanę. Możliwie najlepsze opony zimowe, no i łańcuchy na koła. Na dalekiej północy nie odśnieżają dróg i tylko na łańcuchach albo oponach z kolcami można się tam poruszać. Również opony zimowe do psiej przyczepy. Nowy płyn do chłodnicy, olej do silnika, nowe świece żarowe, żeby w lapońskich mrozach była szansa uruchomić silnik. I chyba nowy akumulator, tak na wszelki wypadek.
To dopiero samochód. Teraz sanie. Na początek muszę wreszcie znaleźć kogoś kto przygotuje nam system wymiennych ślizgów do płóz. Oby dał radę to zrobić nasz dobry znajomy z Czech, Frantisek.

Koniecznie muszę też przygotować nowe zestawy lin, kotwice śnieżne i ich liny. Uprzęże psów, nowe obroże, psie kurteczki i... o rany buty dla psów. Tych ostatnich potrzebuję razem z Krzyśkiem ponad dwieście. Już boli mnie głowa. A to dopiero początek. Teraz namiot, śpiwory, karimaty, kuchenka, gary, noże, łyżki, liofilizaty i chińskie zupki. Ile tego wszystkiego? Cholera trzeba to policzyć.

O rany jeszcze słoma. Psy muszą na czymś spać. Zabrać ją ze sobą z domu? Na ponad miesiąc? To niemożliwe. Muszę w takim razie kupić ją w Finlandii. I znowu trzeba wysłać kilkanaście maili zanim trafię na kogoś, kto mi to załatwi tam na miejscu.

Teraz karma dla psów. Ponad trzydzieści dni na miejscu plus podróż razy pól kilograma dziennie, do tego odżywki, płyny izotoniczne i przekąski razy trzydzieści psów. Jakby nie liczyć wychodzi pół tony ! Nie, na dzisiaj mam dosyć, idę spać :)

środa, 19 sierpnia 2009

Wypad w skałki


Lunę odbieraliśmy w Wieliczce, więc postanowiliśmy po drodze zajrzeć w miejsca dawno nieodwiedzane na Jurze Krakowsko-Częstochowskiej. Kiedyś byłem tam bardzo częstym gościem trenując na tamtejszych skałach przed wspinaczkowymi wypadami w Tatry czy Alpy.
Od tamtych czasów jednak "upłynęło już dużo wody w Wiśle", i od kiedy mamy psy nie widywano nas w tamtych rejonach zbyt często. Tym razem pojawiła się świetna okazja. W drodze po Lunkę odwiedziłem z Kacprem stare kąty. Niestety Daria nie mogła nam towarzyszyć, bo ktoś musiał zostać w domu z psami :(
Tak jak się spodziewałem Kacpi ujawnił wielki talent do wspinania i swobodnie pokonywał czwórkowe trudności na bulderach! Dobrze, że mama tego nie widziała!




Zamek w Olsztynie


Widok z zamku




Biwak w Mirowie


Rycerze wrócili?





Pierwsze wspinaczki


Odbudowywany zamek w Bobolicach


Podzamcze


Skała o wdzięcznej nazwie Dupa Słonia


I największa skała Jury - Sokolica

wtorek, 18 sierpnia 2009

Luna


Od soboty wieczorem jest z nami nowa suczka Luna. Zwierzak znalazł się u dobrych ludzi, a następnie u nas, po tym jak jej "pan" stwierdził, że sobie z nią nie radzi. Mało tego, specjalnie się nie certoląc, postanowił ją uśpić przy pomocy jakiegoś tam, pewnie znajomego, konowała.
A wszystko to dlatego, że Luna uciekała i ponoć zagryzła królika/i sąsiada.
Klasyczna historia. Po jakiego grzyba zbudować solidne ogrodzenie, czy kojec, żeby pies nie mógł narobić szkód? Lepiej psa zabić!! Szybciej, taniej i wygodniej!!!
Brawo panie były właścicielu, egzamin z człowieczeństwa koncertowo oblany. A jeśli jeszcze kiedykolwiek przyjdzie ci do łba kupić sobie psa to polecam bardzo,kompletnie nieuciążliwe zwierze, którego nie trzeba karmić, wyprowadzać na spacery, budować płotu, czy o zgrozo kojca. A mianowicie psa PLUSZOWEGO!!!

Lunka jest po przejściach, ale na szczęście jest jeszcze bardzo młoda i miejmy nadzieję, że zapomni o swoim fatalnym początku życia. Zresztą przez dwa tygodnie pobytu w psim hotelu zrobiono bardzo dużo, aby pomóc jej psychice. Dzięki temu mamy teraz łatwiejszą z nią pracę. Wielkie dzięki dla wszystkich ludzi, którzy pomogli Lunie!!!!
Wiele jest takich psich historii. Luna nie jest pierwsza w naszym kenelu z takiej adopcji i wcale z nie najgorszym życiorysem. Jest Adja, Saba, Atka, Moli, Lego, Odyn, Maja, Chief, Klein, Pasik, Whisky, one wszystkie przeszły swoje w życiu. A wszystko to tylko dlatego, że nie pomyślał człowiek. Nie zastanowił się po co w ogóle mu pies, a zwłaszcza husky. Jest to też wina hodowców, bo mało który szczerze powie kupcom jakim psem jest haszczak. Zresztą mizerna ich ilość sama ma o tym jakąkolwiek wiedzę. Ważna jest tylko kasa! Żałosna zazwyczaj.
No cóż Luna miała szczęście, trafiła do nas, gdzie będzie żyć prawdziwym psim życiem, w psim i ludzkim stadzie, w którym to, że husky lubi uciec i zapolować świadczy jedynie o prawidłowych cechach rasy, a nie jest problemem, z którego jedynym wyjściem jest zamordowanie psa.

Mamy 30 psiaków, mamy sąsiadów, którzy hodują kury, kaczki, krowy. Niemal pod ogrodzenie podchodzą lisy, sarny i dziki. Nigdy nie zdarzyło się, aby któryś z naszych psów zwiał z kenelu i zagryzł jakiegoś zwierzaka. Nigdy!
Zawsze jest sposób, aby łowieckie nawyki psa poskromić.
Luna aklimatyzuje się w naszym stadzie kapitalnie, powoli spotyka się na wybiegu z nowymi kumplami, a nasze alfy Saba i Odyn przyjęły ją jako pierwsze!
Będziemy opisywać jej dalsze losy, bo przecież czeka ją to co haszczaki lubią najbardziej!

wtorek, 11 sierpnia 2009

TVN 24

Piątego sierpnia odwiedzili nas reporterzy stacji TVN.
Z czterogodzinnego latania po lesie z psami i kamerą wyszło takie coś.

Reportaż w tvn24

Zaczęło się niewinnie od jednego psa - teraz maja ich już 30. Psy rasy Husky, podobnie jak psie zaprzęgi, to dla państwa Nowakowskich życiowa pasja. Choć lato w pełni, już trenują do zimowych zmagań. Planują w przyszłym roku, jako pierwsi Polacy, objechać psimi zaprzęgami jedno z wielkich, fińskich jezior.(TVN24)

Zapraszamy :)

poniedziałek, 10 sierpnia 2009

Przygotowania

Wyprawa to całkiem spore przedsięwzięcie organizacyjne. Fakt, iż biorą w nim udział psy dokłada kolejnych problemów. Zwiększa radykalnie ilość spraw, o których nie wolno zapomnieć. Kiedy sami jeździliśmy powspinać się w góry, często były to wyjazdy organizowane spontanicznie, w pubie przy szklance piwa. Ktoś rzucał pomysł i na drugi dzień byliśmy już w podróży.
Dzisiaj wszystko wygląda inaczej. Przekraczanie granic z psami nakłada na nas obowiązek spełnienia wielu warunków. Szczególnie trudne są wyjazdy do krajów spoza Unii, jak np. Norwegii, gdzie na pół roku przed przekroczeniem granicy trzeba mieć gotowy komplet psich dokumentów wraz z niezbędnymi badaniami, a największe przecież wyścigi psich zaprzęgów odbywają się właśnie tam.
Do tego przed wyjazdem musimy dokładnie zaplanować trasę, wiedzieć mniej więcej gdzie będziemy mogli zatrzymać się na postój, nocleg itd.
Jednym słowem kiedy już jest blisko do terminu wyjazdu, to bardzo trudno jest nam żyć czymkolwiek innym.

Osobną historią są przygotowania fizyczne do wyprawy. Cały nasz psio-ludzki zespół musi być w znakomitej formie, dlatego też latem, kiedy jest zbyt ciepło na treningi z psami w ruch idą rowery, oprócz tego dużo biegamy i uprawiamy nordic walking. Trwa to mniej więcej do połowy września, kiedy to do treningu wchodzą psiaki.
Tak naprawdę przygotowania rozpoczęliśmy już dość dawno temu. Inari siedzi w naszych głowach od dobrych kilku lat, ale prawdziwy trening prowadzony pod kątem takiej wyprawy rozpoczęliśmy ubiegłej zimy. Pięćdziesięciokilometrowe biegi, a często i dłuższe robiliśmy do samej wiosny. Potem ze względu na wyższe temperatury musieliśmy dystans skracać, ale i tak trenowaliśmy niemal do czerwca.
Treningi, które rozpoczniemy we wrześniu wprowadzą, mam nadzieję, zupełnie nową jakość, a mianowicie wyniosą psy na jeszcze wyższą „orbitę” niż dotychczas. Nasze zwierzaki mają nieprawdopodobne możliwości i odpowiednim treningiem musimy je z nich wykrzesać. Jeśli to się nam uda to wyprawa będzie przebiegać tak jak to sobie zaplanowaliśmy i nie spotkają nas jakieś przykre niespodzianki spowodowane nieodpowiednim przygotowaniem.

Na początku tego sezonu czeka nas jeszcze jedno bardzo poważne wyzwanie, a mianowicie wprowadzenie do zespołu i treningu szóstki półtorarocznych psów, które jak dotąd nie posmakowały jeszcze biegania w zaprzęgu. Musimy tutaj działać niezwykle ostrożnie i spokojnie. Młode psiaki nie mogą już doczekać się pierwszego biegu.
Pierwsze treningi z młodymi zaprzęgowcami mają dać im czystą radość z biegu w psim zespole, dodatkowo muszą być na tyle długie, aby młodzież zobaczyła czym jest zmęczenie, ale zarazem na tyle krótkie, by nie mogły doczekać się następnego razu. Skomplikowane? To dopiero początek! Młode psy strasznie chcą biegać, przed startem dostają szajby. Skaczą i wyrywają się jak opętane, nie mogą ustać w miejscu. Plączą liny. Czasem po kilka razy trzeba schodzić z sań, aby je rozplątać. Istny „krzyż pański”. Kiedy wreszcie uda się ruszyć, pędzą jak opętane, ale jednocześnie interesuje je wszystko wokół! Rozglądają się w pełnym galopie, przez co wpadają w nie starsze psy. Znowu plączą się liny, znowu trzeba zatrzymać zaprzęg i je rozplątywać. Kiedyś, pamiętam, na odcinku dwóch kilometrów zatrzymywałam się kilkanaście razy.
Jednak trzeba przez to przejść i na dodatek zachować jeszcze spokój. Nasze nerwy od razu udzielają się psom i trening mamy w zasadzie z głowy. Pierwsze przymiarki zawsze wyglądają tak samo i jedynym sposobem jest to po prostu przetrwać. Na szczęście wystarczają trzy, cztery takie treningi i młodzieńcy już łapią o co chodzi. Po prostu dociera do nich, że wariackie bieganie odbiera im samym całą frajdę jaką daje bieg w zaprzęgu.
Niestety to dopiero przed nami. W tym roku mamy sześć psiaków, więc ubaw będzie po pachy!
Treningi, warto o tym wspomnieć, będą przedsięwzięciem niezwykle atrakcyjnym, bowiem zamierzamy pokonać non stop kilka polskich puszcz, w tym oczywiście leżące najbliżej naszego domu bydgoską i notecką. Później, kiedy spadnie śnieg jedziemy na spotkanie z prawdziwą zimą w Bieszczadach. Plan treningowy jest niezwykle bogaty, ale też i ten sezon ma być niezwykły.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...