wtorek, 18 sierpnia 2009

Luna


Od soboty wieczorem jest z nami nowa suczka Luna. Zwierzak znalazł się u dobrych ludzi, a następnie u nas, po tym jak jej "pan" stwierdził, że sobie z nią nie radzi. Mało tego, specjalnie się nie certoląc, postanowił ją uśpić przy pomocy jakiegoś tam, pewnie znajomego, konowała.
A wszystko to dlatego, że Luna uciekała i ponoć zagryzła królika/i sąsiada.
Klasyczna historia. Po jakiego grzyba zbudować solidne ogrodzenie, czy kojec, żeby pies nie mógł narobić szkód? Lepiej psa zabić!! Szybciej, taniej i wygodniej!!!
Brawo panie były właścicielu, egzamin z człowieczeństwa koncertowo oblany. A jeśli jeszcze kiedykolwiek przyjdzie ci do łba kupić sobie psa to polecam bardzo,kompletnie nieuciążliwe zwierze, którego nie trzeba karmić, wyprowadzać na spacery, budować płotu, czy o zgrozo kojca. A mianowicie psa PLUSZOWEGO!!!

Lunka jest po przejściach, ale na szczęście jest jeszcze bardzo młoda i miejmy nadzieję, że zapomni o swoim fatalnym początku życia. Zresztą przez dwa tygodnie pobytu w psim hotelu zrobiono bardzo dużo, aby pomóc jej psychice. Dzięki temu mamy teraz łatwiejszą z nią pracę. Wielkie dzięki dla wszystkich ludzi, którzy pomogli Lunie!!!!
Wiele jest takich psich historii. Luna nie jest pierwsza w naszym kenelu z takiej adopcji i wcale z nie najgorszym życiorysem. Jest Adja, Saba, Atka, Moli, Lego, Odyn, Maja, Chief, Klein, Pasik, Whisky, one wszystkie przeszły swoje w życiu. A wszystko to tylko dlatego, że nie pomyślał człowiek. Nie zastanowił się po co w ogóle mu pies, a zwłaszcza husky. Jest to też wina hodowców, bo mało który szczerze powie kupcom jakim psem jest haszczak. Zresztą mizerna ich ilość sama ma o tym jakąkolwiek wiedzę. Ważna jest tylko kasa! Żałosna zazwyczaj.
No cóż Luna miała szczęście, trafiła do nas, gdzie będzie żyć prawdziwym psim życiem, w psim i ludzkim stadzie, w którym to, że husky lubi uciec i zapolować świadczy jedynie o prawidłowych cechach rasy, a nie jest problemem, z którego jedynym wyjściem jest zamordowanie psa.

Mamy 30 psiaków, mamy sąsiadów, którzy hodują kury, kaczki, krowy. Niemal pod ogrodzenie podchodzą lisy, sarny i dziki. Nigdy nie zdarzyło się, aby któryś z naszych psów zwiał z kenelu i zagryzł jakiegoś zwierzaka. Nigdy!
Zawsze jest sposób, aby łowieckie nawyki psa poskromić.
Luna aklimatyzuje się w naszym stadzie kapitalnie, powoli spotyka się na wybiegu z nowymi kumplami, a nasze alfy Saba i Odyn przyjęły ją jako pierwsze!
Będziemy opisywać jej dalsze losy, bo przecież czeka ją to co haszczaki lubią najbardziej!

wtorek, 11 sierpnia 2009

TVN 24

Piątego sierpnia odwiedzili nas reporterzy stacji TVN.
Z czterogodzinnego latania po lesie z psami i kamerą wyszło takie coś.

Reportaż w tvn24

Zaczęło się niewinnie od jednego psa - teraz maja ich już 30. Psy rasy Husky, podobnie jak psie zaprzęgi, to dla państwa Nowakowskich życiowa pasja. Choć lato w pełni, już trenują do zimowych zmagań. Planują w przyszłym roku, jako pierwsi Polacy, objechać psimi zaprzęgami jedno z wielkich, fińskich jezior.(TVN24)

Zapraszamy :)

poniedziałek, 10 sierpnia 2009

Przygotowania

Wyprawa to całkiem spore przedsięwzięcie organizacyjne. Fakt, iż biorą w nim udział psy dokłada kolejnych problemów. Zwiększa radykalnie ilość spraw, o których nie wolno zapomnieć. Kiedy sami jeździliśmy powspinać się w góry, często były to wyjazdy organizowane spontanicznie, w pubie przy szklance piwa. Ktoś rzucał pomysł i na drugi dzień byliśmy już w podróży.
Dzisiaj wszystko wygląda inaczej. Przekraczanie granic z psami nakłada na nas obowiązek spełnienia wielu warunków. Szczególnie trudne są wyjazdy do krajów spoza Unii, jak np. Norwegii, gdzie na pół roku przed przekroczeniem granicy trzeba mieć gotowy komplet psich dokumentów wraz z niezbędnymi badaniami, a największe przecież wyścigi psich zaprzęgów odbywają się właśnie tam.
Do tego przed wyjazdem musimy dokładnie zaplanować trasę, wiedzieć mniej więcej gdzie będziemy mogli zatrzymać się na postój, nocleg itd.
Jednym słowem kiedy już jest blisko do terminu wyjazdu, to bardzo trudno jest nam żyć czymkolwiek innym.

Osobną historią są przygotowania fizyczne do wyprawy. Cały nasz psio-ludzki zespół musi być w znakomitej formie, dlatego też latem, kiedy jest zbyt ciepło na treningi z psami w ruch idą rowery, oprócz tego dużo biegamy i uprawiamy nordic walking. Trwa to mniej więcej do połowy września, kiedy to do treningu wchodzą psiaki.
Tak naprawdę przygotowania rozpoczęliśmy już dość dawno temu. Inari siedzi w naszych głowach od dobrych kilku lat, ale prawdziwy trening prowadzony pod kątem takiej wyprawy rozpoczęliśmy ubiegłej zimy. Pięćdziesięciokilometrowe biegi, a często i dłuższe robiliśmy do samej wiosny. Potem ze względu na wyższe temperatury musieliśmy dystans skracać, ale i tak trenowaliśmy niemal do czerwca.
Treningi, które rozpoczniemy we wrześniu wprowadzą, mam nadzieję, zupełnie nową jakość, a mianowicie wyniosą psy na jeszcze wyższą „orbitę” niż dotychczas. Nasze zwierzaki mają nieprawdopodobne możliwości i odpowiednim treningiem musimy je z nich wykrzesać. Jeśli to się nam uda to wyprawa będzie przebiegać tak jak to sobie zaplanowaliśmy i nie spotkają nas jakieś przykre niespodzianki spowodowane nieodpowiednim przygotowaniem.

Na początku tego sezonu czeka nas jeszcze jedno bardzo poważne wyzwanie, a mianowicie wprowadzenie do zespołu i treningu szóstki półtorarocznych psów, które jak dotąd nie posmakowały jeszcze biegania w zaprzęgu. Musimy tutaj działać niezwykle ostrożnie i spokojnie. Młode psiaki nie mogą już doczekać się pierwszego biegu.
Pierwsze treningi z młodymi zaprzęgowcami mają dać im czystą radość z biegu w psim zespole, dodatkowo muszą być na tyle długie, aby młodzież zobaczyła czym jest zmęczenie, ale zarazem na tyle krótkie, by nie mogły doczekać się następnego razu. Skomplikowane? To dopiero początek! Młode psy strasznie chcą biegać, przed startem dostają szajby. Skaczą i wyrywają się jak opętane, nie mogą ustać w miejscu. Plączą liny. Czasem po kilka razy trzeba schodzić z sań, aby je rozplątać. Istny „krzyż pański”. Kiedy wreszcie uda się ruszyć, pędzą jak opętane, ale jednocześnie interesuje je wszystko wokół! Rozglądają się w pełnym galopie, przez co wpadają w nie starsze psy. Znowu plączą się liny, znowu trzeba zatrzymać zaprzęg i je rozplątywać. Kiedyś, pamiętam, na odcinku dwóch kilometrów zatrzymywałam się kilkanaście razy.
Jednak trzeba przez to przejść i na dodatek zachować jeszcze spokój. Nasze nerwy od razu udzielają się psom i trening mamy w zasadzie z głowy. Pierwsze przymiarki zawsze wyglądają tak samo i jedynym sposobem jest to po prostu przetrwać. Na szczęście wystarczają trzy, cztery takie treningi i młodzieńcy już łapią o co chodzi. Po prostu dociera do nich, że wariackie bieganie odbiera im samym całą frajdę jaką daje bieg w zaprzęgu.
Niestety to dopiero przed nami. W tym roku mamy sześć psiaków, więc ubaw będzie po pachy!
Treningi, warto o tym wspomnieć, będą przedsięwzięciem niezwykle atrakcyjnym, bowiem zamierzamy pokonać non stop kilka polskich puszcz, w tym oczywiście leżące najbliżej naszego domu bydgoską i notecką. Później, kiedy spadnie śnieg jedziemy na spotkanie z prawdziwą zimą w Bieszczadach. Plan treningowy jest niezwykle bogaty, ale też i ten sezon ma być niezwykły.

wtorek, 4 sierpnia 2009

Gazeta Pomorska o nas


Napęd na 40 psich łapek. Dzień zaczynają o godz. 6 pojeniem psów i sprzątaniem ich kojców. Daria i Krzysztof hodują Syberian Husky. Mają ich 30.

Dominika Kiss-Orska

10 lat temu postanowili kupić sobie pieska. Nie spodziewali sie,że ta decyzja zmieni ich życie o 180 stopni. W marcu jako pierwsi Polacy na psich zaprzęgach objadą fińskie jezioro Inari.

Krzysztof, Kacper i Daria Nowakowscy wspólnie dzielą swoją pasję. 8-letni Kacper na pytanie czym będzie się zajmował jak dorośnie, odpowiada - Pieskami!


(fot. Tytus Żmijewski)

Chcemy przejechać je z zachodu na wschód i z powrotem w ciągu pięciu dni - mówi Daria Nowakowska, współwłaścicielka firmy Syberiada-Adventure i hodowli psów.

- Jedziemy do Finlandii na miesiąc, ponieważ musimy tam poczekać na odpowiednią pogodę. Powinniśmy też mieć czas, by przyzwyczaić psy do śniegu, którego w Polsce jest jak na lekarstwo - dodaje Krzysztof Nowakowski, mąż Darii. Dzielą swoją pracę i pasję.

- Przejedziemy po jeziorze 500 do 600 km w pięć dni. Będziemy mieć dwa zaprzęgi po dziesięć psów. Niezależnie od tego, czy będzie noc, czy dzień będziemy pokonywać 100 km na dobę w trybie najprawdopodobniej 5 godzin jazdy, 5 godzin snu.

Dlatego minionej zimy rozpoczęli przygotowania i treningi.

- Trenujemy w puszczy bydgoskiej, noteckiej i w Borach Tucholskich. Niesamowite jest to, jaką pamięć mają psy. W Borach nie byliśmy od trzech lat. Ja sam nie pamiętałem na skrzyżowaniu leśnych dróg, w którą stronę powinniśmy skręcić. Psy same odnalazły prawidłową - opowiada Nowakowski.

Husky z ADHD
Kiedy Daria lub Krzysztof wychodzą na podwórko z uprzężami to na podwórku podnosi się larum. Psy szaleją do momentu, gdy zostaną w nią zapięte.

- Wówczas zwierzaki milkną i zaczynają swój bieg. Zaprzęg potrafi się rozpędzić do 40 km na godzinę. Taka trasa to kompletnie oderwanie sie od rzeczywistości. Jak przyjeżdżają do nas ludzie, którzy chcą albo sami powozić, albo przejechać się zaprzęgiem jako pasażer, mówią nam, że to niesamowity sposób na odstresowanie.

A do Nowakowskich zjeżdżają się ludzie z całego świata. Krzysztof opowiada:

- Wiedzą o nas z najbardziej popularnej strony internetowej dotyczącej psich zaprzęgów www.sleddogcentral.com, na której, jako jedyni Polacy mamy swój profil. Pierwsi goście, którzy nas odwiedzili byli z RPA. Do tej pory utrzymujemy z nimi kontakt, podobnie jak ze Szkotami, Anglikami, Francuzami i Niemcami, którzy u nas powozili. Ci ostatni najprawdopodobniej pojadą z nami do Finlandii ponieważ są świetnymi fachowcami i chętnie nam pomogą.

Ambitne plany
Wyprawa do Finlandii to pierwszy krok do realizacji sportowych planów małżeństwa.

- Kolejnym naszym marzeniem, jest wzięcie udziału w wyścigu na 1.000 km. By zakwalifikować się do najdłuższego w Europie wyścigu Finnmarkslopet na terenie najdalej wysuniętym na północ trzeba skończyć eliminacyjny bieg na 500 km. Chcielibyśmy regularnie startować w tych zawodach - opowiada Daria. Krzysztof dodaje:

- W 2010 roku najprawdopodobniej odbędzie się pierwszy bieg na 3.300 km. Trasa rozpoczyna się w Murmańsku i będzie przebiegać przez cztery kraje: Rosję, Finlandię, Szwecję i Norwegię. Wystartuje w nim 20 zawodników na specjalne zaproszenie organizatorów. Mamy nadzieje,że kiedyś takie zaproszenie trafi do naszych rąk.

Daria prowadzi blog http://syberiada.dlaniepokonanych.pl/blog/syberiada/index.htm, na którym opisuje swoją pasję. Zachęcamy do odwiedzenia i głosowania na bydgoski zaprzęg.

niedziela, 2 sierpnia 2009

Niepokonana


Największym moim marzeniem jest, aby całe życie obracało się wokół naszej pasji. Rodzimy się tylko raz i tylko tę jedną szansę dostajemy od życia. Od nas samych zależy jak ją wykorzystamy.
Spełnienie takiego marzenia nie jest proste, ba jest piekielnie trudne. Wielu ludzi mających ciekawe pomysły rezygnuje z ich realizacji z rozmaitych powodów. Najczęstszym przeciwnikiem jest szara rzeczywistość. Praca, która wymaga od nas coraz większego poświęcenia i związany z tym brak czasu na dosłownie wszystko, nawet na myślenie o innych sprawach niż gonitwa za zarobkiem. To przytłacza, odbiera chęci i motywację. Stan taki pogłębia się kiedy zakładamy rodzinę i pojawiają się dzieci, którym musimy zapewnić jak najlepsze warunki do życia. Gdzie tu miejsce na pasję ?

Udział w konkursie, w którym trzeba opisać siebie, wymaga spojrzenia na swoją osobę z zupełnie innej strony. Zastanowienia się jakim jestem człowiekiem, czy moje cele są faktycznie warte tego aby opowiedzieć o nich innym ludziom.
Jest to zarazem kapitalna okazja do dokonania pewnej samooceny, zastanowienia nad przeszłymi zdarzeniami, które uczyniły mnie taką, a nie inną oraz jak niewiele brakowało, a byłabym zupełnie kimś innym.
Zabawa w psie zaprzęgi niesie ze sobą pewną zdecydowaną trudność. Jest nią konieczność posiadania psów, czyli istot jak najbardziej żywych :)
I tutaj mamy do czynienia z zasadniczą trudnością – psy wymagają nieustającej opieki. Nie można ich tak jak nart, czy roweru odstawić do garażu, kiedy przestajemy ich używać.
Musimy zapewnić im dach nad głową, wyżywienie, sporą dawkę treningu i uczuć. Na pewnym etapie okazuje się, że nie możemy tak sobie wyjechać na urlop, a właściwie, że w ogóle nie mamy żadnego urlopu !
Nie jest to jednak największy problem, z tym można jakoś sobie z czasem poradzić. Najgorsze co jest związane z uprawianiem tego sportu to przemijanie. Psy niestety żyją od nas znacznie krócej. Bardzo trudno jest poradzić sobie ze śmiercią zwierzaka, z którym przemierzyło się wiele wspaniałych tras. Kilka lat temu straciliśmy naszą wspaniałą liderkę Adję, która tak naprawdę pokazała nam kim, właśnie kim nie czym, jest pies zaprzęgowy. Suczka o wspaniałej psychice i nieprawdopodobnych zdolnościach – można by o niej napisać niejednego posta.
Jej śmierć spowodowała utratę wiary w sens tego co robimy, na dodatek cale nasze stado popadło w głęboką depresję, wszak Adja była nie tylko liderem, ale także szefem wszystkich psów. Nie było mowy o treningach, czy jakiejkolwiek pracy z psami. Jednocześnie zaczynał się sezon, spadł śnieg, a my nie byliśmy w stanie ruszyć na szlak. Stado przestało reagować na bodźce. Normalnie wystarczy ruszyć jakikolwiek element sprzętu, aby psy skojarzyły, że będą biegać i już zaczyna się totalny rwetes w kojcach. Skaczą, wyją i szczekają. W tamtym czasie reakcją była tylko kompletna cisza!
Zmagaliśmy się wtedy ze strasznym pytaniem – Co dalej ?
Sprawę rozwiązało za nas jak zwykle życie. Mieliśmy podpisaną umowę na organizację imprezy integracyjnej z klientem, której nie mogliśmy zerwać, bo zwyczajnie poszlibyśmy z torbami. Musieliśmy się z niej wywiązać.
Z duszą na ramieniu z dwunastką najmocniejszych psów pojechaliśmy pracować. Bez odpowiedniego treningu za to z masą wątpliwości w głowie musieliśmy w trudnym górskim terenie przewieźć pojedynczo kilkanaście osób z jednego miejsca w drugie. Najbardziej obawialiśmy się o to czy psiaki w ogóle będą chciały biec bez swojej liderki.
Napadało strasznie dużo śniegu, pierwszą turę trzeba było przejść przed zaprzęgiem, aby choć trochę udeptać śnieg, gdyż inaczej psy zapadły by się w nim. Było bardzo ciężko. Najpierw zaprzęg z dużymi oporami w ogóle ruszył, potem zwierzaki oglądały się jeden na drugiego, nie wiedząc który ma poprowadzić. Zapowiadała się totalna klapa z imprezy. Klient lada chwila mógł zacząć się denerwować. I kiedy zdawało się już, że jest po wszystkim rolę lidera wzięła na siebie dwuletnia Saba. Dwa lata to mniej więcej o połowę za mało dla psa, by mógł wypełniać tę najbardziej odpowiedzialną rolę w zaprzęgu. Sabcia jednak podjęła to wyzwanie, a reszta psów spragniona już w tym momencie silnego przywództwa, poszła bez szemrania za nią. Tak „wróciliśmy z dalekiej podróży”, odrodził się nasz zespół, a dodatkowo Saba narodziła się po raz drugi, tym razem jako pierwszorzędna liderka, dzisiaj prowadząca największe psie zaprzęgi w naszym kraju.
Wracając we wspomnieniach do tych wszystkich historii, a ta opisana powyżej jest tylko jedną z wielu podobnych, to dochodzę do wniosku, że aby przeżyć z pasją swoje życie trzeba niekiedy naprawdę być niepokonanym.
Mnie się chyba udało !

Dziękuję!

Nadszedł moment, kiedy muszę powiedzieć te słowa – dziękuję bardzo Wam wszystkim. Dziękuję za zainteresowanie moim projektem, za głosy oddane na mojego bloga i za wszystkie dobre słowa, jakie usłyszałam przez pierwsze dni konkursu.
Dziękuję bydgoskim portalom internetowym www.infobydgoszcz.pl oraz www.enjoy.bydgoszcz.pl , a także redaktorom Gazety Pomorskiej. To dzięki zaangażowaniu bydgoskich mediów oraz wszystkich naszych przyjaciół udało się kapitalnie rozpocząć akcję promującą naszą pierwszą w historii polskiego mushingu wyprawę do dalekiej Laponii.
Jeszcze raz bardzo dziękuję!!!

czwartek, 30 lipca 2009

Niepokonani - ciąg dalszy

Oto jeszcze jeden z postów konkursowego bloga Darii.


Marzenia

Wszystko to co robię z psami wzięło się z marzeń. To one stworzyły Darię - maszerkę. Zawsze ciągnęło mnie do tego co dziś nazywamy outdoorem, a kiedy poznałam mojego męża Krzyśka, alpinistę i wioślarza wszystko nabrało przyspieszenia. Razem zaczęliśmy planować i realizować swoje kolejne plany i nawet trudna ciąża oraz wychowywanie małego dziecka nie spowodowały odejścia od takiego życia. Od czterech lat prowadzę także własną firmę i choć czasem jest naprawdę bardzo ciężko to jednak satysfakcja jaką takie życie nam zapewnia wynagradza wszystkie trudne chwile i zwątpienia.
Od dziesięciu lat zajmuję się tym sportem, od mniej więcej czterech z nastawieniem na długodystansowe wyścigi i wyprawy. W każdym sezonie przejeżdżam psim zaprzęgiem 2,5 - 3 tysiące kilometrów na treningach. Razem z Krzyśkiem przejechaliśmy wiele polskich lasów wzdłuż i wszerz . Na co dzień trenujemy w Puszczy Bydgoskiej, Borach Tucholskich i Puszczy Noteckiej. Jesteśmy częstymi gośćmi w Bieszczadach czy Borach Raciborskich. Dlatego dzisiaj jestem wreszcie gotowa podjąć się realizacji jednego z moich marzeń, a jest nim objechanie dookoła po zamarzniętej tafli, jeziora Inari w Finlandii.
To najdalej położone na północ europejskie jezioro od dawna rozbudza moją i Krzyśka wyobraźnię. Już kilka lat temu obraliśmy je za cel jednej z naszych przyszłych wypraw. Dzisiaj jesteśmy gotowi zmierzyć się z tym projektem.
Ponad 3000 kilometrów linii brzegowej, 3300 wysp, 300 kilometrów na północ od koła podbiegunowego w subarktycznym klimacie, a od listopada do czerwca skuwa je lód.
Jak dla nas wystarczy powodów, by je objechać dookoła.
Wyprawę planujemy na marzec 2010. Będzie to pierwsza polska wyprawa psimi zaprzęgami w ten rejon w ogóle. Dodatkowo stanę się pierwszą polską maszerką, która tego dokona. Ponadto weźmie w niej udział nasz dziewięcioletni syn Kacperek, który będzie brał udział we wszystkich naszych przygotowaniach i jednodniowych rekonesansach po jeziorze.
W trakcie prowadzonej non stop akcji planujemy pokonać pętlę długości około 500 kilometrów. Non stop oznacza w tym przypadku, iż jedziemy wytrenowanym systemem
bieg - odpoczynek. W praktyce to – 5 godzin jazdy, 5 godzin odpoczynku. Naturalnie te czasy dostosujemy do warunków pogodowych. Taki system wymusza jazdę także w nocy, ale do tego my i nasze psy jesteśmy dobrze przygotowani. Przy takim trybie działania powinniśmy skończyć pętlę w ciągu trzech - czterech dób.
Realizacja tego planu jest wstępem do spełnienia naszego wielkiego marzenia, jakim są wspólne starty w najdłuższym bezetapowym wyścigu psich zaprzęgów w Europie Finmarkslopet na dystansie 1000 kilometrów. Ten wyścig to kwintesencja mushingu, brak etapów, jedynie konieczność zaliczenia punktów kontrolnych na trasie, jazda non stop, dzień i noc w totalnym oderwaniu od rzeczywistości, a do tego rywalizacja z innymi.
Najbardziej niesamowitym składnikiem dlugodystansowych wyścigów, czy wypraw jest to fantastyczne zatracenie się w chwili obecnej, w całkowitym skupieniu na sobie, psach i drodze do przebycia. A wszystko to w kompletnej samotności i nieprawdopodobnym kontakcie z naturą. Nigdzie nie poczujemy takiej z nią jedności jak w takich chwilach.

środa, 29 lipca 2009

Niepokonani

Zrobiliśmy długą przerwę na blogu, ponieważ rozpoczęliśmy przygotowania do najważniejszej wyprawy przyszłej zimy. Jednym z ich etapów jest udział bloga Darii w konkursie Ibuprom Dla Niepokonanych. Jest to rywalizacja blogów opisujących pasje i związane z nimi marzenia uczestników. Stawką jest 50 000 zł, dla zwycięzcy wytypowanego przez jury oraz 3 nagrody po 10 000 zł dla prac, które zebrały największą ilość głosów.
Głosować można raz dziennie do 24 sierpnia. Zapraszamy do odwiedzin na naszym konkursowym blogu http://syberiada.dlaniepokonanych.pl/

A oto próbka konkursowej twórczości :)


Opowiem Wam jak to się zaczęło

Dobre dziesięć lat temu pojechaliśmy z moim mężem, oczywiście „tylko obejrzeć” ładniutkiego sześciotygodniowego szczeniaczka siberian husky. Skończyło się na wpłaceniu zaliczki i tydzień później malec dumnie wkroczył w nasze życie. Nazwaliśmy go Nanook.
Zanim do tego doszło pochłonęliśmy całą dostępną wówczas literaturę dotyczącą psich zaprzęgów i wydawało się nam, że wiemy mniej więcej coś na ten temat. Naturalnie dużo więcej było tego „mniej”, ale o tym przekonaliśmy się znacznie później.
W każdym razie tamtego listopadowego dnia nie zdawaliśmy sobie w najmniejszym nawet stopniu jak radykalnie zmienia się nasze życie.
Dzisiaj Nanook jest już emerytem, który pokonał raka, w naszym stadzie żyje i pracuje 30 psów, a my jesteśmy trochę doświadczonymi maszerami (tak nazywają się ludzie prowadzący psie zaprzęgi).
Mushing przekonał mnie do siebie tym, że trzeba w nim wejść w zupełnie inny wymiar kontaktu z psami, wymiar raczej niedostępny dla ludzi mających „zwykłe” psy. Nigdy wcześniej posiadając różne zwierzęta nie miałam z nimi takich relacji jak z moimi zaprzęgowcami.
Ponadto jest to zdecydowanie sport ekstremalny, a jak wiadomo adrenalina uzależnia.
Stopniowo rodziły się plany na przyszłość, startowaliśmy w wyścigach na sprinterskich dystansach i sami je także organizowaliśmy, ale gdzieś w głowach tliła się już myśl, że to mało, że nie o to nam chodzi.
Wtedy zaczęły się nasze wyprawy. Początkowo takie krótkie 30-40 kilometrów, potem co raz dalej i dalej. Dzisiaj robimy przeciętnie w sezonie zimowym około 3000, a dobowe przebiegi w granicach 120 km nie są rzadkością.
Mushing jest dyscypliną dającą mnóstwo możliwości znalezienia własnej drogi realizowania siebie. Moja to wyprawy i starty w długodystansowych zawodach.

niedziela, 10 maja 2009

Nie samym mushingiem człowiek żyje!

Ostatnio sporo pracowaliśmy z psami,mieliśmy zajęte większość weekendów.Do tego dużo trenowaliśmy,gdyż mimo bardzo wysokiej temperatury w ciągu dnia,poranki i wieczory były niezwykle chłodne.Wykorzystaliśmy to maksymalnie,zwłaszcza,że ostatnie dni przyniosły znaczne ochłodzenie w ciągu całego dnia
Wszystko to spowodowało,że dzisiejszy wolny dzień poświęciliśmy na oddawanie się największej pasji Kacperka-wędkarstwu.

Wyszliśmy wcześnie rano,dotarliśmy na "nasze miejsce",zanęciliśmy i...zaczął padać deszcz!
Musherom jednak to nie straszne.Twardo siedzieliśmy na swych pozycjach i czekaliśmy na pierwsze branie.Deszcz przestał padać,po jakimś czasie zaczął siąpić znowu,a brań jak nie było,tak nie ma!Przypomniało nam się stare powiedzenie,że "tutaj,to tylko ryby nie biorą".
Na dodatek wszędzie wokół wyskakiwały z wody jakby sobie z nas kpiły.Jedna nawet wyskakując uderzyła w spławik Kacpra.Jakby tego było mało co jakiś czas, któraś z krążących nad nami rybitw wyciągała z wody rybę.Ich skuteczność w połowach była stu procentowa!Nasza żadna.
Dlatego mamy takie nietęgie miny na zdjęciu,które zrobiła nam Daria.

Jednak w końcu i dla nas "zaświeciło słońce".Kacperek bezbłędnie wykorzystał swoje branie i złowił całkiem dużą płotkę.Ja też miałem swoje pięć minut i wyciągnąłem dwa okonie i kolejnego w moim życiu krąpia.
Zaliczyliśmy fajny dzień,złowiliśmy kilka ryb,a mama Daria zrobiła nam "kilka zdjęć".

wtorek, 5 maja 2009

Imprezy integracyjne latem


Mimo,że dzień coraz cieplejszy możemy śmiało korzystać z uciech jazdy psim zaprzęgiem.Dla psów bieganie w letnich warunkach jest oczywiście bardziej męczące niż zimą, ale odpowiednio dawkując wysiłek możemy uniknąć jakichkolwiek negatywnych efektów.
Często biegamy w lecie co ma na celu utrzymanie psów w dobrej kondycji i humorze.Wcześniej od początku maja do połowy września robiliśmy im przerwę i nudziły się okrutnie.Po przerwie musieliśmy zaczynać treningi od podstaw,jeżdżąc bardzo krótkie dystanse i stopniowo je wydłużając.Teraz kiedy trenujemy także latem psy są wybiegane cały czas,co pozwala na wejście we właściwy trening niemal od razu,jak tylko się ochłodzi.Sprawia to ogromną różnicę w całym cyklu przygotowawczym i mocno procentuje w miesiącach zimowych,kiedy wykonujemy najbardziej intensywną pracę.Ponadto w sezonie wyścigowym 2009/2010 planujemy starty w długodystansowych wyścigach psich zaprzęgów,gdzie będziemy pierwszymi Polakami biorącymi w nich udział,a Daria stanie się jedyną Polką w ogóle startującą na długodystansowych wyścigach.Planujemy starty w zawodach o dystansach pomiędzy 300 a 500 km,odbywających się poza granicami naszego kraju,bowiem w Polsce takich wyścigów nie ma.

Nasz udział w Waszej imprezie będzie na pewno doskonałą atrakcją dla wszystkich uczestników i dostarczy im niezapomnianych wrażeń.Dodatkowo sporządzimy obszerną dokumentację fotograficzną z eventu,którą oddamy do Waszej dyspozycji,a nawet przygotujemy Wam fotoreportaż,który będziecie mogli dowolnie wykorzystać do własnych celów.
Zapraszamy do korzystania z naszych usług w miesiącach letnich,a z pewnością staniemy się ciekawym dodatkiem do każdej imprezy.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...