niedziela, 31 października 2010

piątek, 29 października 2010

Życie nie znosi pustki!

Dopiero co pogodziliśmy się z myślą o nie startowaniu w Finnmarkslopet 2011, a już pojawił się nowy projekt. Jest to jedna z dwóch wypraw, które poważnie braliśmy pod uwagę już wcześniej.

Start w długodystansowym Finnmarkslopet traktujemy niezwykle poważnie. Dlatego postanowiliśmy nie brać się za to dopóki nie będziemy mieli dobrych warunków. Mówiąc o warunkach mamy na myśli wszystkie okoliczności towarzyszące przygotowaniom do tego wyścigu, a więc zapewnione środki finansowe na cały okres przygotowawczy i związany z tym spokój w trakcie treningów. Dobre warunki pogodowe, czyli wyjazd do Laponii na przynajmniej dwa miesiące poprzedzające wyścig, itd.

Zdajemy sobie sprawę, że z realizacją planu w taki sposób może być problem, a w związku z tym jego wykonanie może stanąć pod znakiem zapytania, ale nie zamierzamy niczego robić na siłę. Albo będziemy mieli możliwość przygotować się na sto procent naszych możliwości, albo nie zrobimy tego wcale.
Wyścig wyścigiem, ale coś w życiu trzeba robić. Na całe szczęście działalność wyprawowa rządzi się nieco innymi prawami niż wyścigowa. Tutaj przede wszystkim sami wybieramy moment, w którym stwierdzimy, że jesteśmy gotowi. Nie musimy trzymać się ściśle dat. Ponadto jedziemy na wyprawie sami, bez presji zrobienia wyniku, bez gonitwy. Na wyprawie zawsze, jeśli zajdzie taka potrzeba możemy zatrzymać się na dłuższy postój. Jeśli np. psy poranią sobie łapy, to możemy rozbić obóz i czekać dzień albo dwa, aż się poprawi ich stan, a następnie kontynuować "dzieło", na wyścigu w zasadzie w takiej sytuacji wycofamy się z dalszego w nim udziału.

W tej chwili trenujemy już dość mocno. Mamy za sobą okres rozkręcania się po letniej przerwie i realizujemy plan treningowy w zasadzie taki sam jak do wyścigu. Jest to stopniowe zwiększanie bieganego dystansu z jednoczesnym skracaniem czasu odpoczynku pomiędzy treningami. Przed wyprawą dookoła Inari robiliśmy podobnie i przyniosło to doskonałe rezultaty, choć pogoda wtedy mocno przeszkadzała. Teraz jesteśmy bogatsi o tamte doświadczenia i mamy już plan awaryjny w razie czego.

Wracając do głównego wątku. Dzisiaj podjęliśmy ostateczną decyzję o celu kolejnej wyprawy. Jak wspomnieliśmy już wybieraliśmy spośród dwóch celów, obu rewelacyjnych. Nie było łatwo podjąć decyzję, gdyż wybieraliśmy pomiędzy Rosją i Laponią. Po raz drugi zwyciężyła nasza ukochana Laponia!
Na Rosję i Syberię przyjdzie czas w nieodległej prawdopodobnie przyszłości. Cele dla naszych wypraw są tam wprost bajeczne i w takich ilościach, że pewnie życia by nie starczyło na realizację ich wszystkich.
Wymagają jednak nieco innego podejścia do sprawy i zaangażowania zupełnie innych środków niż w Laponii.
O szczegółach nowej wyprawy opowiemy już niebawem w następnym poście.

niedziela, 24 października 2010

Finnmarkslopet 2011 - nie tym razem

Start w wyścigu Finnmarklopet był i jest priorytetem w naszych planach. Przygotowujemy się do niego od długiego już czasu. Wyprawa Inarijarvi Expedition 2010 była wielkim testem naszych umiejętności i możliwości, który zaliczyliśmy wręcz doskonale, co było dla nas bardzo istotne.
Teraz powinniśmy być już w ogniu totalnych przygotowań do startu, jednak tak nie jest. Nie udało się przekonać do naszego projektu sponsorów, nie zainteresowały się nim firmy, na współpracę z którymi bardzo liczyliśmy. Jakoś nie potrafiły dostrzec potencjału, jaki w nas tkwi. Wielu takich decyzji nie rozumiemy. Jak choćby braku zainteresowania ze strony producentów karm dla psów, dla których jesteśmy w stanie wykonać wielką pracę. Itd, itd.

Teraz robimy wszystko, aby przenieść się do Skandynawii razem z naszą firmą i pracując na warunkach tam panujących. To pozwoli nam samym realizować swój wyśrubowany projekt. Będziemy mieszkać, pracować i trenować w warunkach arktycznej zimy, o kilkadziesiąt jedynie kilometrów od trasy Finnmarkslopet.
Aby jednak do tego mogło dojść musimy znaleźć ludzi zainteresowanych naszą lapońską ofertą. Jak to się potoczy pokażą najbliższe tygodnie, czy miesiące.

Start w długodystansowych wyścigach to przedsięwzięcie ze wszech miar skomplikowane. Kiedy mieszka się i przygotowuje do niego w Polsce, trudności piętrzą się jeszcze wyżej. Wiele spraw urasta do rangi problemów z pozoru nie do przejścia, radzimy sobie jednak z nimi tak jak potrafimy najlepiej. Raz lepiej, raz gorzej.
Trudno jednak jest przeskoczyć kłopoty finansowe. Koszty utrzymania stada psów są duże. Samo wyżywienie i opieka weterynaryjna to kwoty dochodzące do 2 tys. miesięcznie, nie licząc naszych roboczogodzin, te są chyba nie do policzenia.
Zgłoszenie do wyścigu to kolejne spore pieniądze. Opłaty startowe, badania pod kątem obecności przeciwciał wścieklizny u psów, Norwegia takowych wymaga, paliwo, prom, zakwaterowanie. Wszystko to razem daje kwotę jakiej nie jesteśmy w stanie ponieść samodzielnie.

Stąd decyzja o odłożeniu startu o rok. Przykra o tyle, że oznacza ona stratę czasu, który ostatnio zaczął jakoś dziwnie przyspieszać:)
Poza tym nie ma żadnej gwarancji, że przeprowadzka do Finlandii dojdzie do skutku. W Polsce natomiast, szanse na realizację projektu mamy minimalne bez wsparcia z zewnątrz.
W ten oto sposób plany startów w najdłuższych wyścigach psich zaprzęgów na świecie mogą nie zostać zrealizowane. A plany są naprawdę warte grzechu. Finnmarkslopet 1000 km, Yukon Quest 1600km, czy Iditarod, legendarny, najdłuższy na świecie wyścig o ponad 1800 kilometrowym dystansie. Dla takich projektów warto żyć!

Dlatego realizujemy chociażby plany treningowe. Sporo czasu spędzamy z psami na trasach, pokonujemy jak to zawsze o tej porze roku coraz większe dystanse.
Jeśli dotrzemy do Laponii to zrealizujemy tam kolejną ambitną wyprawę. Tym razem będzie to trasa w większości prowadzona po lądzie i rzekach, choć i wielkiego jeziora nie zabraknie. Także dystans będzie dłuższy.

Przyszłość pokaże czego uda się dokonać, a co pozostanie jedynie marzeniem.

niedziela, 17 października 2010

Złota polska jesień

Mamy teraz niesamowitą okazję trenować i pracować wśród absolutnie fantastycznych barw. Wszelkich odcieni żółci, czerwieni, zieleni i brązów. Polska złota jesień obdarzyła nas w tym roku całym swym słonecznym pięknem.
Podziwianie tego piękna z wysokości zaprzęgowego wózka potęguje jeszcze doznania, gdyż krajobraz przesuwa się niczym w kalejdoskopie i bezustannie zmienia się nam widok.
Jesienio trwaj jak najdłużej!!






Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...