środa, 31 marca 2010

Prom

Niewątpliwie przeprawa promowa jest ogromną atrakcją samą w sobie. Tym większą, że jej droga wiodła poprzez całkowicie pokrytą krą powierzchnię morza. Moc promów musi niesamowita skoro są w stanie przedzierać się przez lód z taką prędkością. Zrobiło to na nas wielkie wrażenie.







Po przekroczeniu bramy portu grzecznie ustawiliśmy się w kolejce do promu i obserwowaliśmy wyjeżdżające z niego tiry. To niesamowite ile tego mieści się w jego wnętrzu.




Rozładunek i ponowny załadunek trwa w sumie bardzo krótko i jest przeprowadzany niezwykle sprawnie. Toteż po krótkim czasie oczekiwania na swoją kolej znaleźliśmy się wewnątrz.




Teraz nie pozostało nam już nic innego jak rozsiąść się w wygodnych fotelach, rozkoszować widokami, i spokojnie po raz pierwszy od wyjazdu, napić się kawy.







Prom płynie dwie godziny, więc szybko znaleźliśmy się po drugiej stronie Zatoki Fińskiej, klucząc wśród wysepek znajdujących tuż przy Helsinkach.







W ten oto sposób po 1200 km przez Polskę, Litwę, Łotwę i Estonię oraz 80 km promem poprzez Zatokę Fińską znaleźliśmy się na naszej "ziemi obiecanej" - Finlandii.

wtorek, 30 marca 2010

Start wyprawy

Zgodnie z planem wyruszyliśmy w niedzielę 14-tego marca, po nie mającym końca pakowaniu. Nigdy wcześniej nie musieliśmy zabrać tylu rzeczy na raz!
Udało się i o godzinie 15-tej wreszcie ruszyliśmy przed siebie. Jak wiadomo polskie drogi są raczej w nie najlepszym stanie, jednak to co oferują Mazury przekracza wszelkie normy. Jazda po tamtejszej nawierzchni z ciężką, pełną psów przyczepą to po prostu dramat. Średnie prędkości to 40km/h. Na szczęście wszystko, nawet to najgorsze, kiedyś się kończy i tak oto minęliśmy granicę z Litwą i znaleźliśmy się na Via Baltice. Tutaj tempo jazdy wzrosło do normalnych wartości i kilometrów zaczęło szybko przybywać.

W Polsce w tym czasie temperatury już zaczynały rosnąć, trwała odwilż. Natomiast Litwa przywitała nas mroźną i śnieżną aurą. Było grubo poniżej zera i mnóstwo śniegu. Jednak Via Baltica była przejezdna i w większości odśnieżona. Pozwalało to nam szybko przemieszczać się w kierunku Tallina.


Świt na Litwie



Via Baltica


Tego dnia przekroczyliśmy trzy granice i przemierzyliśmy trzy kraje. Litwę, Łotwę i Estonię.
Na Łotwie, blisko estońskiej granicy droga idzie bardzo blisko morza i dzięki temu ujrzeliśmy zamarznięty Bałtyk, a ściślej mówiąc Zatokę Ryską. Zrobiliśmy tam oczywiście postój i pospacerowaliśmy po lodowej pokrywie, tracąc tym samym szansę na prom o 18-tej, ale nie mogliśmy sobie odmówić takiej atrakcji.







Wieczorem dotarliśmy do Tallina. Niestety o pół godziny za późno, aby zdążyć na ostatni prom. Musieliśmy nocować w Tallinie.
Miało to swój niezaprzeczalny atut, popłyniemy w dzień!

poniedziałek, 29 marca 2010

Pierwsi Polacy dookoła Inarijarvi



23 marca o godzinie 12.45 zamknęliśmy pętlę wokół jeziora Inari. Jesteśmy pierwszymi Polakami, którzy tego dokonali.
To nasz ogromny sukces, będący ukoronowaniem lat trudnych przygotowań, lat planów i marzeń.
Dzisiaj ok. 4 nad ranem wróciliśmy do domu po pokonaniu 2500km trasy z Inari do domu i próbujemy powoli wszystko ogarnąć.
W kolejnych dniach będziemy zamieszczać szczegółową relację z wyprawy w odcinkach w porządku chronologicznym. Mamy nadzieję zrobić to szybko, ale najpierw musimy się po prostu wyspać :)
Dziękujemy za wsparcie wszystkim naszym sponsorom i przyjaciołom, bez których wyprawa nie doszłaby do skutku.
Dziękujemy firmie Husky Polska za odzież, śpiwory i namiot.
Firmie Happy Dog za karmę dla psów.
Firmie Yeti za odzież puchową, polarową i termoaktywną bieliznę.
Firmie PCU Polskie Centra Ubezpieczeniowe za ubezpieczenie wyprawy.

Szczególne podziękowania i wyrazy ogromnej wdzięczności kierujemy do Kamili, za wsparcie w wielu sprawach związanych z wyprawą, za zorganizowanie Kacprowi fantastycznych czterech dni w Inari, za znakomite gotowanie, nigdy nie zapomnimy obiadu po powrocie z wyprawy. Bez Ciebie Kamilko nic nie byłoby takie proste! Pozdrawiamy.

Także ogromne wyrazy wdzięczności należą się Violetcie i Markowi, którzy mieszkali przez te dwa tygodnie w naszym domu i zajmowali się jedenastką psów, które na wyprawę nie pojechały. Bardzo Wam dziękujemy.

sobota, 13 marca 2010

Team Syberiady

Marzenia czasem się spełniają. Już jutro 14. marca wyruszamy na wyprawę z naszych snów.Na razie wydaje się ona mało realna, bo tak jeszcze niedawno wszystko istniało tylko w naszych głowach. W naszych planach, a tu dziś jesteśmy w ferworze przygotowań, pakowania, ostatnich zakupów.
Teraz dopiero tak naprawdę wiemy jak skomplikowana jest realizacja takich marzeń i planów, ale do diabła warto! Naprawdę warto ciężko pracować, aby od czasu do czasu ziścić jakiś swój sen.

Jedenaście lat pracy, przygotowań, budowania psiego zespołu, i ludzkiego również. Jedenaście lat zdobywania doświadczeń - bezcenne.
Pewnie rok, czy trzy lata temu też byśmy dali radę objechać Inarijarvi dookoła, ale wcześniej coś nie było tak jak trzeba. Zawsze czegoś brakowało. Najczęściej pieniędzy, bo to one niestety najczęściej powalają najwspanialsze nawet projekty.
W tym sezonie jest jednak inaczej. Są sponsorzy, bo chyba wreszcie nauczyliśmy się z nimi rozmawiać. Zadziałała nasza własna firma i dała niebanalny wkład w wyprawę i wreszcie znaleźli się ludzie, którzy dzisiaj rozszerzyli team Syberiady i sprawili, że najtrudniejsze sprawy stały się duużo łatwiejsze.

Zawsze mieliśmy problem pod tytułem co zrobić z psami, które już nie biegają, a nie mogą przecież zostać bez opieki? Dzisiaj, dzięki wsparciu Violetty i Marka mamy ten problem z głowy. Jedenaście psów zostaje u siebie w domu pod ich czujną opieką.

Drugą palącą kwestią jest Kacper, nasz syn. Przecież dziewięciolatek nie odpuści takiego wyjazdu, nie ma mowy żeby został w domu, ale też nie pojedzie przecież z nami na samą wyprawę. I tutaj też uzyskaliśmy pomoc. Jedzie z nami Kamila Kielar, dziennikarka, fotograf i podróżnik. Jej podróżniczy portal Ekstra Podróże, jest patronem medialnym naszego projektu. Kamila okazała się tak wspaniała, że zgodziła się zająć Kacperkiem przez te kilka dni, kiedy my będziemy na jeziorze. Na dodatek na pewno zrealizuje super reportaż z wyprawy i wszystkiego dookoła.

Bez Kamili, Violetty i Marka byłoby nam bardzo trudno doprowadzić wyprawę do skutku. O ile w ogóle byłoby to możliwe.
Bardzo Wam dziękujemy dobrzy ludzie:)))

piątek, 12 marca 2010

YETI oraz HAPPY DOG

W ostatnim czasie dołączyły do naszego projektu jako sponsorzy dwie bardzo solidne firmy z "naszej" branży.


Yeti to producent docenianej na całym świecie puchowej odzieży i znakomitych puchowych śpiworów. Zawsze bardzo nam zależało na współpracy z tą właśnie firmą ze względu na wysoką jakość ich wyrobów. Marzenie się spełniło! Wśród naszej odzieży znalazły się puchowe kurtki, rękawice, polary, bielizna termoaktywna, a nawet kosmetyczka firmy Yeti.
Bardzo dziękujemy firmie za wsparcie.



Happy Dog
natomiast to świetna karma dla psów. Prawdziwa niemiecka jakość, a do tego bardzo smaczna. Nasze psy po prostu za nią przepadają. I bardzo nas to cieszy, ponieważ znajduje się w niej wszystko to, co ciężko pracującym psom jest potrzebne.
Bardzo dziękujemy firmie Happy Dog oraz polskiej firmie Hobby z pod bydgoskiej Kobylarni, będącej wyłącznym dystrybutorem tej karmy na Polskę.

Wsparcie firm Yeti i Happy Dog jest dla nas bardzo istotne, gdyż nie sposób działać w polarnych warunkach bez dobrej odzieży i znakomitej karmy dla psów.
Jeszcze raz bardzo dziękujemy!

sobota, 6 marca 2010

Wyprawa marzeń

Niemal za tydzień wyruszamy na naszą wymarzoną wyprawę. Od mniej więcej tygodnia załatwiamy wszelkie związane z nią sprawy i oczywiście wciąż trenujemy. Teraz testujemy buty dla psów i zgodnie z tym co przewidywaliśmy nie jest to proste. Niektóre psy nie interesują się tym co mają na łapach, inne wręcz przeciwnie. Długa droga przed nami zanim psiaki przyzwyczają się do nowej sytuacji. Na wyprawie będzie na pewno łatwiej, kiedy wszyscy zaczniemy działać jak automaty i wejdziemy we właściwy rytm.

Po odwilży zrobiły się bardzo ciężkie warunki do biegania, śnieg zrobił się mokry i ciężki. Dlatego zaczęliśmy jeździć na jednym dużym zaprzęgu zamiast na dwóch. Trenujemy czternastką psów lub szesnastką. Jest to najprawdopodobniej największy regularnie trenujący w tej chwili zaprzęg w Polsce. Jego moc jest ogromna!
W takim rytmie treningowym, biegając codziennie, zawsze co najmniej jeden pies ma dzień wolny od pracy i może się regenerować.
Będziemy tak robić już do niemal samego wyjazdu. Dotarcie do Inari zajmie nam prawdopodobnie cztery dni, więc psy będą miały dużo czasu na odpoczynek, śpiąc w przyczepie. One na szczęście potrafią wypoczywać w czasie jazdy i postojów.
Na pewno po podróży, jak zwykle, my będziemy wykończeni, a psy wręcz przeciwnie.

Ostatnio na pozycji trail leadera obok Saby pojawił się jak, za dawnych lat, Moli.
I trzeba powiedzieć, że powrót 9-cio latka, najstarszego psa w teamie, na pozycję będącą domeną młodych psów miał genialny. Trzymał wysokie równe tempo, przez co momentalnie praca Saby stała się o wiele bardziej wydajna, wszak ona jest leaderem prowadzącym bardzo delikatnie, oddając duże pole do popisu trailowi. Dlatego tak ważny jest pies biegający z nią w parze.
Dotychczas wydawało się, że Saba z Sami to para doskonała, jednak po tym co pokazał Moli zaczęliśmy mieć wątpliwości.
Problem tylko w tym, że Moli normalnie biega w zaprzęgu Darii, gdzie leaderami są Odyn i Anga. Czyżby czekało nas kolejne przemeblowanie?

Zdjęcia zrobione telefonem w przerwie pomiędzy kolejnymi rundami treningu. Biały pies na pierwszym planie to Moli, chłopak nie dziewczyna, jak sądzi wielu po imieniu:)





Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...